 |
Mężczyźni są jak psy. Wracają, kiedy zrozumieją, że tam skąd uciekły było lepsze jedzenie albo miejsce do spania.
|
|
 |
Zamarłam. Czy mówi o Tobie? - Za każdym razem przysiada tutaj, gładzi ręką po tamtym sercu, o tak tym, gdzie wyryte są jego inicjały. Te drugie to Twoje, nie mylę się? -Nie, nie myli się pan. -Tak myślałem. Więc na czym ja skończyłem? -Że dotyka tego serca.. -Tak. I potem pochyla głowę, podpiera ją rękoma i zdawałoby się, że może nawet płacze. Potem wstaje, przeciera nos chusteczką, która ląduje w koszu obok kolejnej ławki i idzie dalej. Potem zaczyna biec, ale odwraca się na chwilę i spogląda na to miejsce. I idzie dalej, by powrócić tu następnego dnia pod osłoną nocy. - Dziękuję. -Nie ma za co. Tylko zrób coś z tym, wykorzystaj to. Życie masz jedno. Gdybyś wiedziała ilu ja rzeczy żałuję. Wtedy, kiedy jej się oświadczyłem, też bym stchórzył i odszedł, ale starszy pan, który siedział na tamtej ławce kazał mi iść za głosem serca. Miał rację. Gdyby nie on- byłbym innym człowiekiem, człowiekiem który nigdy nie zaznał miłości. [część 4]
|
|
 |
Siedziałam tu jeszcze chwilę, już wstawałam, kiedy nagle ktoś usiadł obok mnie. Miałam nadzieję, że to Ty. Ale myliłam się. Przysiadł się do mnie starszy pan. Na początku zawahałam się, bo co jeśli to jakiś zboczeniec? Miałam powoli się stamtąd usunąć, ale w tej chwili zaczął mówić : - Tutaj zostawiłaś jakieś wspomnienia, prawda? - przytaknęłam głową. -Słuchaj, jesteś młoda, tyle jeszcze przed Tobą. Nie zamartwiaj się. Nie wiem czy mam Ci teraz to powiedzieć, ale widzisz.. ja tu siedzę bardzo często. Na ławce, która wcześniej stała w tym miejscu oświadczyłem się mojej żonie, ona teraz jest w niebie. -Przykro mi -odpowiedziałam, ale jak gdyby nie usłyszał i mówił dalej : -Dlatego siedząc tutaj przyglądam się przechodniom i tym, którzy przysiadają obok mnie. Robią to tylko nieliczni, ci którzy wiążą z tym miejscem jakieś przeżycia, najmilsze wspomnienia. Często przychodzi tu taki chłopak. Ma na imię Michał. Lat na oko tyle co..-Michał? -zapytałam ze zdziwieniem. -Tak, Michał. [część 3]
|
|
 |
Pamiętam to jak dzisiaj. Noc taka jak ta, tylko cieplejsza. Pewnie dlatego, że byłeś obok. Moja dłoń zamknięta w Twojej dłoni i słowa wypływające z ust, o tym jak bardzo kochamy i o tym, że tego nie możemy stracić, nigdy. No i co nam po tych wyznaniach? Zaczęliśmy milczeć, a ławka stoi jak stała, czekając na nasz powrót w to miejsce. Ale nie przyszliśmy tu nigdy więcej, obietnic też już więcej nie było. W mgnieniu oka przestaliśmy na siebie patrzeć jak dawniej. [część 2.]
|
|
 |
Szłam przez opustoszałe miasto, które zasnęło jakąś godzinę temu. Garstka ludzi przeszywała jedną z bocznych ulic. Poza tym ani śladu pary rąk i nóg. Z słuchawek wydobywały się słowa którejś z piosenek Adamsa. Usiadłam na pierwszej z ławek po lewej stronie. Oparłam się lekko, zamknęłam oczy, opuszkami palców przejeżdżałam po gładkiej, drewnianej powierzchni. Nagle wyczułam jakąś chropowatość. Otworzyłam oczy, wyjęłam telefon, by oświetlić nim ten fragment ławki. Wyryte były na niej nasze inicjały. Tak. To ta ławka. Tutaj obiecaliśmy sobie po raz pierwszy, że nasza miłość przetrwa wszystko.[ część 1. ]
|
|
 |
Myślisz, że płaczę, bo jestem słaba? Że piję tyle kawy tylko dlatego, że nie śpię od kilkunastu nocy? Że powodem słuchania tych piosenek jest jedynie on? Że jakiś chłoptaś był dla mnie całym światem i jak małe dziecko nie umiem zrobić kroku bez niego? Tak, masz rację.
|
|
 |
Wyszliśmy jeszcze na chwilę na balkon. Zauważyłam spadającą gwiazdę -Ej, zobacz! Podobno spełnia życzenia. Pomyśl.. zmrużyliśmy oczy, myśląc czego sobie zażyczyć. Po chwili spytałam -O co prosiłeś? Żeby tata wyzdrowiał? ... przytaknął. -a Ty, Ty o czym myślałaś? -Nie muszę sobie już niczego życzyć, przecież już jesteś obok.. [część 6- na dziś ostatnia]
|
|
 |
Odgarnął włosy z mojego policzka i pocałował go, po czym wyszeptał: - Nie odejdę więcej, obiecuję. -Wyjaśnij mi czemu Cię nie było. -Mój ojciec... i nagle cisza, spuścił wzrok .- Ty nie masz ojca, ej, co jest? - Mam ojca. Dowiedziałem się kim on jest. On.. On jest bardzo ciężko chory. Zostało mu kilka dni życia, chciałem je z nim spędzić... zamarłam. Przytuliłam go. Wiem, że niepotrzebne były tu słowa. Usiedliśmy na skraju łóżka. Chwilę rozmawialiśmy o tym wszystkim, o jego ojcu, o szpitalu gdzie aktualnie jest i jak się dowiedział o jego istnieniu. Będzie musiał jechać tam jeszcze na tydzień, ale rozumiem. Cieszę się, że tak postępuję i będę go w tym wspierać. Pokochał swojego ojca- zbyt późno, ale pokochał. Tak jak ja kocham jego. [część 5.]
|
|
 |
Wchodzę do środka. O cholera jasna! -Zwariowałeś? co Ty tu... jak Ty..? Kurwa, wystraszyłeś mnie i wypad stąd... siedział na moim łóżku. Ten sam On. Ten z którym piłam fantę w sklepie na rogu, z którym chodziłam po parku, z którym jeździłam samochodem słuchając głośno muzyki. Ten sam On... I mówił do mnie, jak kiedyś: -Spokojnie, nie chciałem Cię wystraszyć. Wiem, że być mnie nie wpuściła. No, nie lubię się wpraszać ale to wyjątkowa sytuacja... wstał. Podszedł do mnie. Broniłam się przed jego dotykiem, cała się trzęsłam.[ część 4.]
|
|
|
|