 |
|
chciałabym obudzić się któregoś dnia i czuć, że spełni się wszystko, o czym marzę. że niebo będzie czyste, błękitne. że promienie słońca będą wszędzie. że bezdomnego psa przygarnie dobry człowiek. że na twarzy starszej, schorowanej pani pojawi się uśmiech. że wszystkie dzieciaczki będą wszystkim dla swoich rodziców. że będę się śmiać, całą sobą, prawdziwie i szczerze. że kwiaty będą kwitły, cieszyły me oczy.
|
|
 |
|
raz w życiu rzucić wszystko. chodźmy do światła, by wygrać lepszą przyszłość.
|
|
 |
|
rodzisz się, żyjesz dorastasz i cieszysz się z życia . pewnego dnia przychodzi taki moment , kiedy ktoś powie o jedno słowo za dużo . w żartach , na poważnie , niekontrolowanie. bierzesz to do serca cierpisz i zaczynasz nowe życie.
|
|
 |
|
są dni, kiedy płaczę rzewnymi łzami, nad herbatą. co prawda z rzadszą, częstotliwością, ale bywają również takie, gdy jak głupia uśmiecham się nawet do kubka, gorącego kakao.
|
|
 |
|
niektóre wydarzenia sprawiają, że tracę wiarę w siebie. na czole pojawia się niedobór magnezu, policzki przestają być rumiane, najlepsza piosenka wieje kiczem. zamykam się wtedy najczęściej w łazience. odkręcam wodę i tępo patrzę w zalatujący chlorem wir. pralka przypomina trochę moją głowę. moje dwa tysiące durnych pomysłów, dwa tysiące chwil smutku, dwa tysiące banalnych gestów czułości, które tak dobrze pamiętam. siedząc i machając nogami marzę o końcu świata. o czymś, co sprawi, że tępy wir zamieni się w szczęście. w 19364692374 cm tego kurewskiego szczęścia.
|
|
 |
|
dlaczego tak mi źle? dlaczego coś bardzo boli tam w środku.? niby nic się nie stało, a strasznie smutno i łzy cisną się do mych zielonych oczu. kiedyś pełne uśmiechu dodawały szczęścia także innym, a teraz pozbawione nawet iskierki nadziei. tak mi źle i smutno, a nikt tego nie widzi.
|
|
 |
|
sami sobie tworzymy przyszłość. stawiamy pewne granice, które za wszelką cenę chcemy przekroczyć. tylko, że czasem nie warto nawet próbować. bo nie weźmiesz load'a i nie spróbujesz jeszcze raz. nie przeczytasz instrukcji, jak właściwie przeżyć życie, ani nie wpiszesz kodów. nic nie zrobisz. zostanie Ci tylko żal.
|
|
 |
|
kiedy nadchodzi rozpacz, niepojęta i wszechogarniająca, życie staje się bezużyteczną rzeczą, pozbawioną istotnego sensu panującego nad całością.
|
|
 |
|
w tym cholernym życiu potrzebna jest miłość. bez niej jest wieczna pustka, która dusi, zabija, męczy. i wtedy nie można być sobą.
|
|
 |
|
- co daje Ci brak miłości? - to, że jestem bezpieczna.. - bezpieczna? przed czym się bronisz? - przed tym, że ktoś odejdzie..
|
|
 |
|
płakałam tak głośno, że musiałam wkładać sobie ręce do ust, żeby nie było słychać. praktycznie telepało mną. przepływało przeze mnie takie uczucie upokorzenia, że aż trudno to sobie wyobrazić. czułam się jakby ktoś wyrwał mi dusze i wyprał ją w gównie. cały czas łkałam, ale teraz chcę o tym zapomnieć. nienawidzę tych ludzi.
|
|
 |
|
odwracam się i odchodzę. można mnie zrazić ignorancją, brakiem uwagi, atencji. w niepowodzeniach zamykam się i trudno mnie potem otworzyć, dotrzeć do mnie. bywa, że wychodzę z domu, gdzieś uciekam, chcę być goniona i przepraszana.
|
|
|
|