 |
i co z tego, że ten świat nie daje nam gwarancji. muszę pewna być, że ja to ja, a my to my NA ZAWSZE.
|
|
 |
-można to wziąść? -no, wszystko można braść. -.-
|
|
 |
spijam słowa z Twoich ust- bezwarunkowa miłość.
|
|
 |
cała zakrwawiona, podbiegła do niego. - nie, nie, nie. - zaczęła krzyczeć, szczypiąc się na wszystkie możliwe sposoby. - jesteś i będziesz. tak, tak, tak. - wypowiadała pomiędzy próbami na złapanie oddechu. ręce. pokaleczone od szkła ręce. rozbijanie filiżanek z których wspólnie pijali czekoladę wymieniając się najsłodszymi pocałunkami świata. jego puste, tępe spojrzenie, utwierdzające ją w fakcie, że o dziś musi radzić sobie sama. jak dziecko oddanie do domu dziecka. jak szczeniak, oddany do schroniska. - bądź. nie rób mi tego. - błagała osuwając się z niemocy na nogach. - byłem. przepraszam, że byłem. - wypowiedział, napięcie odwracając się w drugą stronę. wiedząc, że gorszą krzywdę zrobił jej swoją obecnością niż tym, gdyby nigdy się nie pojawił. pozostawiona sama sobie z zakrwawioną koszulka, zaczęła strzepywać opiłki porcelany, które ówcześnie starała się wgniesć w swoją klatkę piersiową z nadzieją, że uda jej się dotrzeć do serca, uciszając jego krzyk. nieskutecznie.
|
|
 |
nigdy nie będę miała biustu rozmiaru DD. nie będę miała pięknej, nieskazitelnie gładkiej cery, ani hipnotyzujących, czarnych jak węgiel oczu. nigdy nie miałam z matmy wyższej oceny niż 3 i przypuszczam, że nigdy jej mieć nie będę. nie będę miała figury top modelki, ani nawet długich, lśniących włosów. mój biust zawsze będzie mały, cera brzydka, a oczy zielone. z przedmiotów ścisłych zawsze będę słaba, moje ciało będzie raczej przypominało ciało zaniedbanej kobiety, a włosy zawsze będą popalone od prostownicy. za to potrafię kochać. jak nikt inny. a chyba to się w życiu liczy, prawda? / cooookies
|
|
 |
bardzo ładnie dziś wyglądasz. tak ładnie, że aż zapomniałam, jak zjebaną masz osobowość.
|
|
 |
każdy z nas kogoś kocha. widać to po oczach.
|
|
 |
nie ma nic gorszego od zwyklego przyzwyczajenia. od zwykłego wyciągania z szafki dwóch kubków zamiast jednego i wybuchanie płaczem, na samo dno herbaty. nie ma nic bardziej toksycznego niż nadzieja, że coś trwa wiecznie. że uczucia nie przemijają, a ludzie nie odchodzą. widywanie kogoś jedynie po zamknięciu swoich oczu jest najgorszą, najbardziej prymitywną formą cierpienia. zapomnienie zapachu, dreszczy na plecach poprzedzonych dotykiem. z czasem spojrzenia, które kiedyś było wszystkim. a to wszystko odeszło, pozostawiając nas z pustymi rękami i sercem, jak okradziony ze swojego minimalnego dobytku, bezdomny. bez niczego.
|
|
 |
wiesz co Ci powiem? że kurwa zawsze byłeś Ty. / moblowicz
|
|
|
|