 |
|
sobotni wieczór spędzałam w domu z butelką whiskey. zaczęłam płakać, zupełnie bez powodu i cytując Lady Antebellum napisałam esa do kumpla ' It's a guarter after one, I'm a little drunk and I need you now'. po około 10 minutach słyszę pukanie do drzwii do pokoju wpada ziomuś mówiąc ' Mała nie wiem co do mnie napisałaś, ale zawsze jak jesteś pijana to nawijasz po angielsku, więc przyszedłem najszybciej jak się dało. co jest? ' przez resztę nocy miałam okazję otworzyć przed nim moje serce i wyrzucić z niego to, co tak bardzo mnie dręczyło. \ wykreuj.mnie
|
|
 |
|
szykuje się kolejny wieczór pt.: ' ja, Pih i Jack Daniells'. tak, tworzymy zajebisty trójkąt. \ wykreuj.mnie
|
|
 |
|
siedząc dziś na chemii i standardowo mając PIHa w słuchawkach a sora w dupie, usłyszałam słowo 'miłość'. wyjmując słuchawkę, poprosiłam o powtórzenie ostatnich dwóch zdań. ' o panna N do nas wróciła, bardzo nam miło'. 'no okej, pomijając pana nudną gadkę na mój temat, to co pan mówił o miłości?' powiedziałam. ' a mówiłem, że na miłość jest lekarstwo, że da się to farmaceutycznie wyleczyć' skwitował psor. 'taa? to mo pan powie, gdzie to lekarstwo można kupić'. zaczął tłumaczyć, że kiedyś stwierdzono że gdzieś w nas kiedy jesteśmy zakochani wytwarza się metylofenyloamina, taka sama substancja jaką znajdziemy w człowieku chorym na schizofrenię. ' a więc jak to się leczy?' znudzona jego wykładem powtórzyłam pytanie. ' a więc są na to dwa sposoby: lewatywa, wstrząsy elektromagnetyczne i walenie młotkiem w łeb lub psychotropy które zrobią z Ciebie roślinkę.' dość szybko mnie tym zgasił, więc zabrałam plecak i mówiąc 'dziękuję, postoję' wyszłam z klasy. \ wykreuj.mnie
|
|
 |
|
od 6 tygodni nie myślałam o niczym innym, tylko o tym w jaki sposób pomóc kumplowi, po tym jak jego dziewczyna wyjechała bez słowa za granicę i Go zostawiła. byłam na każde Jego zawołanie, potrafiłam przegadać z nim całą noc na ławce pod blokiem, mimo dość dużego mrozu, lub wisieć do rana na telefonie rozmawiając z nim. robiłam dosłownie wszystko, żeby Go jakoś ogarnąć. w końcu się udało, chociaż w pewnym stopniu. co za to dostałam? ostrą pogadankę na temat tego, jaka to ze mnie wredna, zimna egoistka. żadnego 'dziękuję'. zabolało. trzymaliśmy się razem od małego, zrobiłabym wszystko, żeby był szczęśliwy. ale nazwania mnie egoistką po tym wszystkim wybaczyć nie potrafię. \ wykreuj.mnie
|
|
 |
|
a kiedy czytam te denne opisy w stronę tej dziuni, mam ochotę uderzyć głową w klawiaturę na tyle mocno, aby odbił mi się na czole cały alfabet.
|
|
 |
|
zabraniałeś mi palić. kiedy tylko zauważyłeś w mojej dłoni papierosa, natychmiastowo zabierałeś mi go z pretekstem, że nie pozwolisz mi na powolną, autodestrukcyjną śmierć. okazałam Ci szczyt mojej bezczelności idąc dzisiaj na cmentarz, siadając przy Twoim grobie i odpalając papierosa od jednego ze zniczy. przecież wiesz, że zawsze byłam przekorna. przecież wiesz, że miałam rację z tym, że są sprawy, które zabijają znacznie szybciej niż palenie. przecież ostrzegałam, że nie warto się we mnie zakochiwać. szkoda, że nie posłuchałeś.
|
|
 |
|
a kiedyś będę mieć wyjebane na taką skalę, że kiedy powiesz, że mnie kochasz odpowiem tylko, że strasznie mi z tego powodu - wszystko jedno.
|
|
 |
|
a kiedy zagroził, że jeżeli go zostawię to zwyczajnie się zabiję, zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji. zrozumiałam, że trzymam w rękach jego życie. to tak jak z wypełnionym po brzegi kubkiem herbaty. jeden fałszywy ruch i niechybnie wyląduje na Twoim dywanie.
|
|
 |
|
zaczęło się robić nieciekawie, kiedy pociągnął mnie za włosy bo odeszłam dwa kroki dalej, a ja zamiast się wystraszyć poczułam przenikające mnie podniecenie tym, że chce, abym należała tylko do niego.
|
|
 |
|
życzysz mu najgorszego twierdząc, że Twoje serce przestało ślepo lunatykować. jednak prawdziwym sprawdzianem dla Ciebie będzie moment, kiedy do Ciebie przybiegnie z mokrymi od ocierania łez, rękawami i łamiącym się głosem, a Ty zamiast go przytulić każesz mu czcigodnie spierdalać ze świadomością, że wywróżyłaś mu nieszczęście na które sobie zasłużył.
|
|
 |
|
zajdź mi za skórę, a podepczę Twoją ambicję jak czerwony, plastikowy kubek po wódce niczym z amerykańskiego party.
|
|
|
|