 |
|
I co. Miał ją każdy w blokach, w bramach, w aucie.
I szmata posypała się jak brokat, brana gwałtem.
Miała pasje i wracała do mnie, czaisz.
|
|
 |
|
Nie zakazywała nic, pytała sama: Chcesz zapalić?
|
|
 |
|
I nieraz pocieszała, gdy płynęły łzy po twarzy.
Miała styl, którego próżno szukać wśród tych dup które,
Przez fiuta nigdy nie mają pustych ust.
|
|
 |
|
A ja miałem tupet żeby hajs wydoić z niej.
|
|
 |
|
bał się, bo samotność była drogą do śmierci.
|
|
 |
|
Wstawał późno i późno się kładł spać,
albo nie spał, bo znowu się naćpał.
|
|
 |
|
i chuj, bo gówno to nie piękna poezja.
|
|
 |
|
Wpadał z nią, pił, znał umiar.
Ona miała czuć się dobrze, on miał czuwać.
Coś pękło, kiedy przyszła codzienność,
i wiesz co, zaczęli żyć na odpierdol.
Bez szkoły i pracy i kłótnie, bezsenność.
I poszło się jebać im całe ich piękno.
Z twarzy zniknął uśmiech, spotkałem go,
powiedział ”nie chcę żyć, idź po wódkę”.
|
|
 |
|
Mówił „co będzie to będzie”,
i robił sobie wrogów gdy walczył o miejsce.
|
|
 |
|
Miał plany i szczęście i ego tak wielkie,
że przyznać się do porażki byłoby przekleństwem.
|
|
 |
|
Życie to nic więcej, niż egoizm, hajs i hipokryzje.
|
|
|
|