 |
|
uszkodził jakąś cząstkę mnie. tą, której żaden z lekarzy nie podjąłby się leczenia.
|
|
 |
|
trzymała na kolanach, jego głowę. potrząsała nim, pełna amoku trzymając za ramiona. w myślach, błagała Boga o litość. - nie możesz mi tego, zrobić nie możesz, rozumiesz?! - krzyczała. wołała, prosząc o pomoc. jej krzyki, były znikome. ulica pusta, zero przechodniów. koszulkę miała całą w jego krwi. próbując złapać oddech, wpatrywała się w jego tęczówki zachodzące mgłą. - nie rób mi tego! - krzyczała. jej czarne od tuszu łzy, kapały na jego zakrwawioną koszulę. nasłuchiwała jego ustającego tętna, tracąc nadzieję. pochyliła się nad nim i cała rozhisteryzowana, patrzyła na jego zamykające się powieki. - przepraszam. - wyszeptał resztkami sił. straciła go. bezpowrotnie.
|
|
 |
|
łzy, są oznaką naszych słabości. szczególnie te złudnego szczęścia, wylewane nad filiżanką porannej kawy.
|
|
 |
|
Nawijała makaron na widelec zastanawiając się co ta Majka ma czego nie mam ja?-Ma jego.(odpowiedziała na głos).Usłyszała dzwoniący telefon,lecz nie wiedziała skąd dobiega melodia.Podniosła się opuszczając widelec ze spaghetti brudząc dywan-cholera!-krzyknęła.Łóżko?Nie..fotel?Nie..Torebka!Wysypała całą jej zawartość-Jest!Spojrzała na wyświetlacz.Własnym oczom nie wierzyła.Szybko nacisnęła zielony przycisk-Halo?(spytała nieśmiało)-za 20 minut tam gdzie zwykle.Proszę..(usłyszała znajomy głos).wrzuciła komórke do torebki wybiegając z domu..Była taka szczęśliwa,że zadzwonił,że zrozumiał..Doszła w'ich miesce'w15minut,gdzie on już czekał-Cieszę się,że się zgodziłaś.-A ja,że zadzwoniłaś..-Mam do Ciebie prośbę,wiem,że Cię skrzywdziłem,ale to było dawno.Prawda?-taak(odpowiedziała czując jak motyle w brzuchu urządzają jej wojnę.Doczekała sie tej chwili,w której on..)-więc moja Maja ma urodziny.Pomożesz mi coś dla niej wybrać?Masz taki dobry gust..-Odwróciła się tylko i odeszła ze łzami w oczach..
|
|
|
|