 |
|
Na Twoim miejscu ze wstydu się spalam
Dobrze pamiętam jak okradłeś ziomala
|
|
 |
|
Co mam powiedzieć, naprawdę nie wiem, rozumiesz?
|
|
 |
|
Zabiłem cię w sercu, ale olałem żałobę
Nie będę słów żałował jak ci coś się przydarzy
Nie poznasz prawdy nawet gdy usiądzie ci na twarzy
|
|
 |
|
Co by się stało, gdyby się nie stało to, co się stało
Nieważne, już zawsze będziesz, jest nie halo
Idź stąd "pokój", nie dotrzymasz kroku
Chcę zatopić cię w smutnym bursztynie wzroku już
|
|
 |
|
Mam swój zamknięty świat, z własnym Olimpem
Ty zakłamaną twarz w stylu z deszczu pod rynnę
|
|
 |
|
Ziomkiem przyjaźń, widziałem oka kątem, za horyzontem
|
|
 |
|
wszystko nie jeden dzien minie zanim zacznę budować swą przyszłość a
dziś krzyczę głośno bo tak każe smutne serce to list do ciebie którego nie
zamknę w butelce
|
|
 |
|
Nie obwiniaj mnie prosze dobrze znam powage sprawy to co
bylo miedzy nami dzisiaj juz sie nie odstanie kiedyś razem
dziś z osobna każdy w swoim cichym koncie teraz pustka w sercu
nie mogę sam na siebe spojrzeć to lustro pęka nie chcąc widzieć
pewnych rzeczy a łzy to stracone szczescię które trwać miało wiecznie
|
|
 |
|
chce czuć ze wreszcie coś zrobiłem dobrze mówią od bliskich
wolno wiecej wymagać pierdole bliskich dzis sam z życiem się
|
|
 |
|
Za rękę z kimś, kogo kochasz, wiesz?
To mój wybór, nikogo nie namawiam
|
|
 |
|
Życie w przyjaciół gronie?
|
|
 |
|
Szyderczy uśmiech gdy na ulicy mnie mijasz
Ja od lat idę prosto a tobą życie ciągle kiwa
|
|
|
|