 |
|
Leżysz w łóżku, a pościel ogrzewa już tylko Twoje 36'6 stopni. Myślisz, a każda myśl rozbija się w głowie na miliony małych odłamków wbijając się w tętnice, żyły, serce, płuca. Każdy organ przepełniony jest syfem przeszłości. Płaczesz. Łzy wyznaczają na Twoich policzkach wilgotne dróżki. Drżysz delikatnie, niezauważalnie. Łkasz do poduszki, zaciskasz pięści, kulisz się. Tylko Ty i Twój ból. /esperer
|
|
 |
|
Nie zastąpię już tych źrenic. Nie znajdę takiego samego uścisku, pocałunku i głosu,który by tak przyjemnie pieścił moje zmysły. Żaden już nie będzie taki zabawny, wredny i kochany. Nikt mi go nie zastąpi, a próbuję wepchać w dziurawe serce podróby uczuć. /esperer
|
|
 |
|
Zostawiał mnie z płaczem. Widział jak łzy odbijają się w moich źrenicach i nic z tym nie robił. Odwracał się i wychodził, a potem dawał mi skosztować tą obojętność. W końcu wrócił, ale ja już nie czekałam./esperer
|
|
 |
|
Nienawidź mnie. O tak, tak mi dobrze. /esperer
|
|
 |
|
To tylko przeszłość... Do której chciałabym wrócić./esperer
|
|
 |
|
Nadal zdarza mi się słuchać jego poczty głosowej. Tego tonu,którym kiedyś mówił, że kocha. Oczy napełniają się łzami, a wargi bolą od ciągłego zagryzania. Nadal zdarza mi się go kochać./esperer
|
|
 |
|
To już nie jest to samo. Już nie ma tego mimowolnego drżenia warg, a serce nie odpierdala salsy w klatce piersiowej. Gdy on mnie dotykał wszystko inne przestawało się liczyć, świat skupiał się wokół jego osoby, było tak prosto bez niepotrzebnego balastu myśli. Teraz jest inny. Kocham go, na pewno. Kocham go tym całym poranionym, podziurawionym na przelot sercem. Kocham go każdą rysą i pęknięciem, każdym strupem i już zagojoną raną. Kocham go, ale to już nie to samo. Przepraszam./esperer
|
|
 |
|
a może nadszedł wreszcie czas na korzystanie ze swojego życia; docenienie zdrowia, młodości, sytuacji; cieszenie się każdą chwilą i bycie szczęśliwą?
|
|
 |
|
w normalnych warunkach siadłabym i się rozpłakała, ale jakoś mi nie po drodze płakac przez ludzi, którzy mają mnie tak naprawdę w dupie.
|
|
 |
|
Nie jest łatwo.Ale stromość góry po której się wspinam widocznie zmalała.Tłumaczę to tym,że pomału znów uczę się bycia sama ze sobą.W dużej mierze to też zasługa czasu.Rany,które mi zadałeś zdają się goić. A wiecznie zapuchnięte oczy od płaczu już niedługo będą tylko przeszłością/hoyden
|
|
 |
|
Zdarza się.Wciąż jeszcze mi się zdarza zatęsknić za przeszłością.Przewrócić krzesło w szkole,bo właśnie zobaczyłam Cię z nową dziewczyną.I tłumaczyć to swoją nieuwagą.Zdarza mi się iść przez uśpione miasto i przekrzykiwać własne myśli.Gdy za bardzo mi ciąży w nich twoja obecność.Ale już jest lepiej. Nie sprowadzam całego swojego świata do twojej osoby.I najważniejsze.Uśmiecham się.Znów się uśmiecham./hoyden
|
|
|
|