 |
|
Zamknelam oczy. Mam rece. Mam nogi. A po pokoju lata mucha. 'Rycerzu! Wojaku! Powstan i uratuj kobiete przed ta przenosicielka okropnych chorob!' - Grzmi ci to w glowie tak glosno, ze az ja po drugiej stronie oceanu, lozka slysze. Wstajesz. Bierzesz ksiazke. Wyganiasz muche. Otwierasz drzwi. A dobre duchy uciekaja.
|
|
 |
|
Chcę szukać w starych miastach i starych krajach zapachu dawnych czasów, który się tam jeszcze unosi.
|
|
 |
|
po raz kolejny czegoś nie kończę. nie spoglądam na zegarek bo go nie mam. nie ma go nigdzie wokół. dobrze. lekko kręci mi się w głowie. chcesz cos powiedzieć? popatrz na mnie. spójrz w moje oczy.
|
|
 |
|
Miłość, przyznajmy to wielka mistrzyni - potrafi zrobić z nas kogoś, kim nigdy
nie byliśmy...
|
|
 |
|
Byłam tańcem, a taniec był mną. Poruszałam się swobodnie, spontanicznie. Kręciłam się, wirowałam i podskakiwałam z zamkniętymi oczyma. Twarz skierowałam ku górze, jakby wystawiając ją do słońca. Uśmiechałam się, unosiłam brwi, wyginałam usta, bezgłośnie powtarzałam piosenki. Palce wkładałam ze włosy, głaskałam twarz i całowałam swoje odkryte ramiona.
To był taniec radości.
|
|
 |
|
...ty patrzysz na mnie tak poważnie,jakbyś w moich oczach widzial gotycki kościół. A ja nie jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką - drżeniem liści, które garną się do twoich rąk.
|
|
 |
|
Zamknęłam oczy i znów byłam wolna...
|
|
 |
|
Kochankowie, ubrani w namiętność.Kochankowie, znający swoje pragnienia,niczym kieszenie. Kochankowie spełnieni na brzegu wanny.Dotykający białej piany.Pijący z tego samego kieliszka.Rozkoszujący się sobą.Karmiący się pistacjami. Słuchający elektronicznych brzmień.Kochankowie, którzy uwodzą się i spełniają.Kochankowie karmiący się rozkoszą niczym słodkimi truskawkami.Kochankowie posiadający swoich strażników, o których tylko oni wiedzą.,,
|
|
 |
|
Chcę być kwiatem nocy, w życia dzbanku,
Oszałamiać Cię zapachem o poranku...
|
|
 |
|
Kocham Cię, bo cały wszechświat sprzyjał mi w tym, bym mógła Cię poznać.
|
|
 |
|
szalona - gdzie twój kochanek?
|
|
 |
|
Nocą otwieram czasem oczy by przetrzeć wzrokiem ciemność i upewnić się, że obok mnie nie sny leżą, ale jawna postać. W ciemności błądzę dłonią drżącą lekko ze strachu, że sen to jeszcze jest a nie jawa. Wsłuchuję się w lekkie uśpione serca drżenie, w latarnię co nie pozwoli się zgubić.
|
|
|
|