 |
|
Coraz częściej zastanawiam się czy to co się dzieje to rzeczywistość. Chora rzeczywistość czy tylko straszny sen, z którego chcę się obudzić. I zacząć żyć - normalnie. Czuję jak upadam i staje się coraz większym wrakiem człowieka z każdym kolejnym dniem, który przychodzi - każdy kolejny dzień jest gorszy od poprzedniego. Nie czuję się dobrze w swoim ciele. Nawaliłem dużo razy. Nie potrafię znaleźć w sobie czegoś dobrego - dostrzegam same minusy, wady. Nie ukrywam tego jakim skurwielem i dupkiem jestem. Nie chcę pokazywać komuś swojego innego oblicza niż to jak jest naprawdę. Czemu miałbym kogoś okłamywać? Ciężko jest ze mną rozmawiać. Ciężko jest ze mną się dogadać i spowodować, że się otworze przed kimś. Boje się odtrącenia gdy ktoś mnie pozna lepiej, przecież mam tak bardzo trudny charakter. Coraz mniej osób dostrzega we mnie tego samego chłopaka, którym byłem jeszcze rok temu - wszystko mnie zmieniło. Za bardzo mnie zmieniło bym mógł żyć tak jak żyłem dawniej. | dearmad
|
|
 |
|
stoimy naprzeciw siebie. "jeśli się boisz, zamknij oczy". obydwoje przykładamy sobie spust do skroni. powolnie doliczamy do trzech, przekręcamy magazynek i strzał. obydwoje żyjemy. ale gra się toczy dalej. on, ja, wciąż w tej samej pozycji. raz, dwa, trzy, magazynek, strzał. wciąż tu jesteśmy. dostrzegam na jego twarzy uśmiech. "pomódl się". i właśnie dociera to do mnie - grał w to tak wiele razy, ale wciąż tu jest. nigdy nie przegrał i najwidoczniej tym razem także nie bierze tego pod uwagę. "jesteś gotowa, kocie?". nagle widzę jak całe życie przemija mi przed oczami. wszystkie dobre i złe momenty. gorąca łza zaczyna spływać po moim lodowatym policzku. jeszcze raz, będzie dobrze. jeden. dwa. trzy. magazynek. został tylko on.
|
|
 |
|
łzy zaczęły napływać mi do oczu. prosiłam, błagałam, żeby tak się nie zachowywał. ale żadne moje słowo do niego nie dochodziło. czułam się jak marionetka. bezradna wobec jego siły dziewczynka, która nie ma prawa się odezwać. aż w pewnym momencie pękłam. jego dotyk przestał oddziaływać na moje ciało, tak jakby zostało całkowicie pozbawione czucia. grzecznie leżałam, prosząc w myślach aby to się jak najszybciej skończyło. gdzie podział się ten na swój sposób czuły facet, który był zawsze? dlaczego akurat dzisiaj musiał udowodnić swoją siłę i grać w bezlitosnego chama?
|
|
 |
|
Stałaś się moim uzależnieniem dziewczyno. Nie potrafię bez Ciebie wytrzymać dnia. Jednego, a co dopiero całego życia. Jesteś kimś dla mnie ważnym. Ważniejszym niż mogłoby Ci się wydawać. Te wszystkie kłótnie powodują tylko złe stany, myśli i są nam nie potrzebne do szczęścia. Bo moje szczęście to Ty. Może nie potrafimy się porozumieć tak jakbyśmy tego chcieli. Jak ja bym tego chciał.. ale postarajmy się może co? Wiesz. Tak ostatni raz. Tym razem tylko ja i Ty na pustkowiu naszych myśli. Nie zwracajmy uwagi na ludzi wokół. Na cały burdel bądźmy dla siebie - tak jak powinno być od pierwszego słowa, które padło. I znów Cię przeproszę za to jak się zachowałem i mogę obiecać poprawę ale czy mi zaufasz? Jeszcze raz? Ostatni raz? Mimo tych wszystkich słów? Mimo tego, że Ty na równi ze mną, a może i gorzej nie potrafisz zaufać? Mimo tego, że boisz się zaangażować w tą znajomość? Niech los i czas pokaże co dalej. Pozwól mi się cieszyć, każdym słowem od Ciebie. Poznaj mnie naprawdę. | dearmad
|
|
 |
|
poczułam to. poczułam jak mnie pragnie, z każdym pocałunkiem coraz mocniej. tylko dlaczego, dopiero po tym jak dostał to czego chciał?
|
|
 |
|
2. przez tą chwilę z nim jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem. no ale właśnie, przez tą chwilę, bo zaraz po niej pojawia się to cholerne uczucie beznadziejności. nienawiść do samej siebie jest coraz większa. nie potrafię. nie chcę aby oglądał to, czego tak bardzo nienawidzę. a mimo to zyskuje to swoją siłą. co jeszcze bardziej potęguje obecny stan. obiecuję sobie, że to ostatnie spotkanie. to wszystko nie jest na moje siły. nie jestem w stanie wypowiedzieć przy nim nawet tego głupiego pytania, co jest między nami. nienawidzę. nienawidzę siebie, tego tak bardzo słaba jestem. nienawidzę każdego milimetra na mojej skórze, którego dotykał. a nade wszystko nienawidzę serca, które przez łzy powtarza swoją codzienną mantrę "kocham go, kocham go". kocham go, ale przede wszystkim nienawidzę.
|
|
 |
|
1. sam mnie przed sobą ostrzega. nieczuły, bezlitosny. jest jednym z tych typów, od których należy trzymać się z daleka. omijać obojętnie, pozwalając sobie wyłącznie na przelotny uśmiech i "cześć" rzucone w biegu. wszystkie inne sytuacje nie powinny mieć miejsca. nie dlatego, że on taki jest, ale dla własnego bezpieczeństwa. zapomnieć o wszystkim co było i ruszyć do przodu, niszcząc się od środka. bo przecież nie przestaniesz go kochać. ciągle będziesz dostawała szału, gdy nie będzie go obok, w obawie z kim tym razem kręci. a ja głupia właśnie w takim facecie poukładałam swoje uczucia, tak z dnia na dzień. a dziś? dzisiaj nie potrafię się tego pozbyć, nie potrafię uspokoić serca, które przyśpiesza krew, pomagając w tworzeniu miliona endorfin na sam widok jego sylwetki. pocałunek, dotyk, jeszcze więcej pocałunków.
|
|
 |
|
Rzucasz we mnie pierścionkiem. Nawet nie staram się go złapać - upada na ziemię, a spojrzenia wszystkich skierowane są ku nam. Patrzysz na mnie z nienawiścią w oczach, a ja z uśmiechem na twarzy mówię Ci, że to koniec. Mijają kolejne dni, a Ty ciągle dzwonisz. Zamiana ról? Teraz Ty nie dajesz za wygraną i znów chcesz mieć mnie dla siebie kiedy dowiadujesz się, że w moim sercu znalazło się miejsce dla innej. Byłem marionetką w Twoim teatrze - robiłaś ze mną co chciałaś, a ja nie protestowałem bo nie chciałem żyć bez Ciebie. Teraz potrafię. Mijam Cie na ulicy, nadal czuję przechodzący przez moje ciało dreszcz ale to nie jest to co było dawniej. Splatam swoje palce z palcami innej, a moje usta wędrują po jej szyi. Łamie Cię to wszystko. Chyba odczuwasz ból, który ja czułem po każdym Twoim odejściu. Nigdy się nie poddawałem - nie znałem tego stwierdzenia, że ja mam się poddać. Każde wspomnienie w którym Ty odgrywasz główną rolę jest nadal dla mnie ważne ale nie tak jak kiedyś. | dearmad
|
|
 |
|
Jest ciemno. Już jest chyba noc, a światła lamp pogasły dawno. Umknął mi gdzieś blask księżyca i gwiazd, jestem sam.. znów sam. Gdzieś z daleka słyszę cichy głos Pezeta w moich głośnikach - spadam.. - powtarzam sam do siebie. Czuję się jakbym upadał. Był w jakimś tunelu, starej kopalni, z której nie ma wyjścia. Szukam go. Błądzę i krzyczę by ktoś mnie usłyszał, że ja tu jestem. Nie sam. Gdzieś moje sumienie chodzi za mną - odpycham je. Nie chce nic czuć. Najchętniej wyrwałbym swoje serce i porzucił je gdzieś na skraju urwiska by sępy miały się czym pożywić. Coś, ktoś budzi mnie z tego złego snu. Czuje jej bliskość to pomieszanie zmysłów. Kilka głębszych oddechów czy te ściany się do mnie zbliżają? Czuję uścisk. Nie ma tu miejsca dla mnie, nie ma. Ktoś do mnie krzyczy bym uciekał bo zaraz stanie się coś strasznego, a ja idę. Idę w stronę światła bo tam widzę jego mordeczkę, za którą tak cholernie tęsknie. | dearmad
|
|
 |
|
Mogę dać Tobie wszystko i być Tobie tak bliskim. I chcę tylko Ciebie w zamian, bo to Ty jesteś tym wszystkim / HuczuHucz
|
|
 |
|
o co chodzi? przecież jest tak jak chciałam. dałam mu tą kolejną szansę, którą doskonale wykorzystał. jest obok mnie. mam tę możliwość wtulenia się w niego w każdej chwili. nie chce abym była sama. odpycha przystawiających się kumpli. i chociaż nie mogę mieć pewności, że jestem jedyną dziewczyną w jego życiu, to wiem, że mimo wszystko pragnie mnie. właśnie mnie. dziewczynę z wieloma kompleksami, która nie pozwala się dotknąć. dziewczynę z aparatem na zębach i kręconymi włosami. dziewczynę, która ciągle coś skrywa, wyprowadzając go tym z równowagi. to jest tak bardzo nie realne, a jednak ma swoje miejsce w moim życiu. ja mam takie miejsce w jego życiu. i mimo tego wszystkiego każdy dzień zaczyna się i kończy tak samo - płaczem. boję się. na prawdę boję się, że za chwile się obudzę i to wszystko zniknie. że tak nagle on odejdzie, stwierdzając, że ma mnie dosyć. a ja znów zostanę ze złamanym sercem.
|
|
 |
|
Rok temu o tej porze wcale nie było chujowo.
|
|
|
|