 |
|
A kiedy już się nakochaliśmy, zawijała się w prześcieradło jak w kokon, nic dla mnie nie zostawiając poza kołdrą lub kocem, musiałem leżeć na tej szorstkiej powierzchni tapczanu, bo przecież w kołdrę ani w koc zawinąć się nie mogłem, na to było za ciepło, to były ciepłe czasy, najcieplejsze. A kiedy już w całości i bez reszty uległa scałowaniu, kiedy już zawinęła się szczelnie, spozierała na mnie zawstydzona, jakby teraz dopiero ta jej nagość, i tak w półmroku rozproszona, wstydliwą się stawała (okulary, gdzież je znowu, pod łóżkiem gdzieś położyłem, nie chce się szukać, rano poszukam, ale trzeba uważać, żeby nie nadepnąć, że też nigdy się nie nauczę odkładać na widoczne miejsce).
|
|
 |
|
A kiedy już tak opatulona czekała, aż krew jej znów krążyć będzie równomiernie, wiedziałem, że wdzierać mi się w tę strefę prześcieradlaną nie wolno, że teraz ona musi się ze sobą na powrót oswoić, musi poczuć, że od piersi po czubki palców, od pachwin po czoło, wewnętrznie i naskórkowo, należy do siebie, że to, co mnie oddała na pastwę, teraz już do niej wróciło i przeprasza za nieobecność, za niewierność, za nieokrzesanie, prosi ją o wybaczenie, całe ciało zwinięte w kłębek i zapakowane w prześcieradło wraca do niej pokornie, żeby sobie nikt (czyli ja) nie pomyślał, że miłość daje stały abonament na jego przychylność.
|
|
 |
|
Oczy widzą, uszy - słyszą a serce - i tak wie swoje.
|
|
 |
|
'konieczny do życia jest tlen, cała reszta to kwestia priorytetów.'
|
|
 |
|
Regularnie posyłała wszystkich ludzi w diabły.
|
|
 |
|
Rozbierała go myślami, nie zdając sobie z tego sprawy.
|
|
 |
|
zgwałć mnie, otwórz mnie i zamknij z hukiem drzwi, zedrzyj ze mnie lęk i przyodziej mnie we wstyd. wejdź i wyjdź, trzaśnij mną o krzyk.
|
|
 |
|
Nie zapuszczamy się myślami tak daleko w przyszłość.
|
|
 |
|
zbyt dużo egoizmu w nas by dzielić wszystko na pół.
|
|
 |
|
Nie sztuką jest dobrze zacząć.
Sztuką jest godnie skończyć.
|
|
 |
|
kocham Cię. tego mi nie zabronisz!
|
|
|
|