 |
|
niech już się nie odzywa, nie podaje mi kolejnych argumentów co do tego, że tak będzie lepiej. niech nie powtarza jakim jest szczeniakiem, niech już mnie nie przeprasza. niech milczy. to niemożliwe, by przez miesiąc znajomości przywiązać się do kogoś na tyle, by sobie nie poradzić. oddycham; z książką o, bo jakby inaczej, miłości w ręku i torsjami żołądka podczas odszukiwania siebie we wszystkich wzmiankach o tęsknocie.
|
|
 |
|
dłońmi przez które podążają strużki krwi od zbierania szkła, odgarniam włosy z twarzy. podczas ostatniej rozmowy zaręczyłam mu, że dam radę. łzy w oczach tłumaczę bezradnością, bo znów coś potłukłam czy wylałam. fajtłapstwo, nie popękane serce.
|
|
 |
|
samotność na dziś, na jutro, na zawsze
|
|
 |
|
Nielegalnie kochać, nielegalnie tęsknić.
|
|
 |
|
nie psuj tego, co masz, pragnąc rzeczy, których mieć nie możesz.
|
|
 |
|
Wiem, że jeśli dane mi będzie z Kimś być za jakiś czas, czy to za rok, dwa czy dziesięć lat, to ten osobnik będzie najszczęśliwszym Mężczyzną na świecie. A ja razem z Nim
|
|
 |
|
gdzieś na jakichś zdjęciach szukam cię wciąż
|
|
 |
|
to było jak cios nożem w sam środek i tak już otwartej rany.
|
|
|
|