 |
|
nauczę się. dowiem się, co to są te cholerne parathormony czy tyroksyny. złapię jakąś wiedzę, bo po samym posiadaniu wyłącznie tej o bólu, jakoś niedosyt mam.
|
|
 |
|
" I jutro będę inny niż dzisiaj. A to oznacza, że nigdy nie uda mi się powtórzyć tamtej podróży. Nawet gdybym odwiedził te same miejsca i spotkał tych samych ludzi, moje przeżycia nie będą takie same..."
|
|
 |
|
- dlaczego pan nie ratował żony, gdy tonęła? - a skąd miałem wiedzieć, że się topi?! wrzeszczała jak zwykle.
|
|
 |
|
nigdy, ale to nigdy nie wmówisz kobiecie, że jeśli ktoś będzie ją kochał, to nawet i w rozciągniętym swetrze, ale nie, ona i tak będzie robić wszystko by być w Jego oczach najpiękniejszą. tak została stworzona.
|
|
 |
|
stary, kobietę się kocha, mimo wszystko. po to jest. i masz z nią sypiać, masz doznawać z nią nowych doświadczeń, ma być wam cudownie - ale nie tylko wokół tego to się kręci. przytulaj ją. daj jej swoją bluzę, gdy będzie marzła i daj serce, kiedy ona odda ci swoje. zważywszy na to, że jest delikatniejsza, kurwa, nie rań jej.
|
|
 |
|
Nie potrzebuje zbyt wielu niepotrzebnych gestów i słów. Daj mi tylko trochę ciepła.
|
|
 |
|
Niby nic się nie dzieje, a ja czasami jeszcze mam ochotę po prostu umrzeć. Nie pytając nikogo o zdanie, tak z dnia na dzień zniknąć. Chciałabym zobaczyć czy będziesz mnie szukać.. Czy zatęsknisz.. Czy zapłaczesz tak jak ja kiedy nie ma Cie przy mnie choćby przez jeden dzień.
|
|
 |
|
Zbyt głośno płaczę, zbyt głośno oddycham. Zbyt głośny jest mój szept i zbyt drażliwy głos.. Czy moja dusza też zbyt głośno krwawi?
|
|
 |
|
moje uczucia były niczym rozlane mleko. wpływające między pojedyncze, nierówno ułożone płytki, gdzieś w korytarze fug. pałętały się - zagubione, nieme i niewidome.
|
|
 |
|
"To ten świat, na niego łatwo zrzucić winę. To ten świat, a nie my, jest skurwysynem. Kocham cię, przecież wiem, pamiętam. Może jednak spędzimy razem święta?" [Sokół]
|
|
 |
|
jak znowu pomyślę o związku, zróbcie mi coś. cokolwiek, może boleć. nie pozwólcie, żebym znów oplotła swoją duszą czyjeś serce, a niedługo po tym, kolejny raz wspominając przeszłość, zwyczajnie je pogniotła, zrzuciła w bezdenną przepaść.
|
|
 |
|
z krótkim "jezu, chodź" wyciągał mnie w środku zimy na dwór, w samym sweterku i skarpetkach. w pośpiechu tłumaczył, że musi mi pokazać coś niebywale ważnego, po czym brał mnie na ręce i zarówno osłaniał, jak i ogrzewał, swoimi ramionami. na zaśnieżonym chodniku, mrużąc oczy przed padającym śniegiem, wyznawał szeptem, jak kocha i komplementował moje udekorowane białym puchem włosy. w końcu, na pytanie o to, co chciał mi właściwie pokazać, uśmiechał się zmieszany i oznajmiał: "no, pada!".
|
|
|
|