|
Niszczysz mnie. Niszczysz i wcale się z tym nie kryjesz, wyciągasz swoją dłonią moje serce i tłamsisz je tak, by nie mogło czuć, by nie mogło więcej kochać. Rzucasz je na ziemię i depczesz bez skrupułów, wyciągasz nerki i dziurawisz je igłą, wątroba też już ledwo funkcjonuje, a płuca? Płuca już dawno przypominają worek od odkurzacza. Dlaczego to robisz, dlaczego skazujesz mnie na takie cierpienie? Czy naprawdę taka jest cena miłości? Czy muszę zapłacić własnym cierpieniem za te wszystkie chwile? Sądziłam, że wystarczającą karą będą nieprzespane noce, oczy zalane łzami, trzęsące się dłonie i nadzieja, która i tak już odchodzi. Skazujesz mnie na wieczne tortury, które przybierają Twoje imię, niedługo słysząc je będę chowała się wszędzie gdzie się da ze strachu przed kolejną dawką okrucieństwa. Daj mi wreszcie spokój, daj mi usiąść spokojnie i zachłysnąć się świeżym powietrzem, nie chcę już cierpieć, nie każ mnie tak. Straciłam więcej niż posiadałam, choć nie wiem jak to możliwe.
|