Zobojętniałeś mi, i juz sama nie wiem co gorsze. Stan kiedy wypełniasz sobą wszystkie krańce mojego ciała? Czy to kiedy zamiast Ciebie pałenta się przerażająca
pustka i chłód. Nie mam komu w myślach parzyć herbaty, ani z kim liczyć gwiazd na niebie. Zawsze absurdalnie, wbrew wszytskiemu, byłeś pomimo swej nieobecności.
A teraz? nie ma Cię nawet między wierszami, między przystanikiem autobusu 55, a szkołą. Tak jakbyś ingdy nie istniał.
|