I taki dla mnie jest świat.Mroźny.Nieznany.Jest miejscem,od którego uciekam.Spadam,w wielką otchłań,niewiadomą,czuje sie martwa,ale nie,to jeszcze nie śmierć,jestem martwa psychicznie.Coś tracę,brakuje mi jednego promyka słońca,chciałabym sie nim ogrzać,nie chce wariować.Boże,nigdy z Tobą nie rozmawiałam,ale skoro już spadam,zrobie to,chcę poczuć sie wolna,jak ptak,umiesz latać?ja nie mam prawa istnieć.Tu i teraz.Powinnam już dawno odejść,zniknąć.W niekończącym sie bólu i wiecznych mękach,jestem niechciana.Od drzwi,do następnych drzwi.Nie jestem podróżnikiem,ale to oni mnie nim uczynili odpychając,wysyłając tu i tam,w tą i tamtą.Niby dla mojego dobra,ale moim zdaniem dla własnego spokoju,po co im na barkach kalectwo i cierpienie,jakim jestem.I tak cząstka,po cząstce umieram,zapominam czym jest szczery uśmiech,chcę dalej żyć,ale nie umiem.Jest jeszcze zimniej tu na dole,słyszę ciche jęki,i widzę krystaliczne łzy,to takie piękne,przeżyć własną zgubę we własnej świadomości/toboli1212
|