Szczęście jest tak bardzo ulotne. Boję się, tak bardzo się boję, że wkrótce każdy oddech będzie we mnie powodował ból nie do opisania, który sprawi, że nie będę umiała normalnie funkcjonować. Chcę uwierzyć, że coś dla ciebie znaczę, ale nawet nie wiem na czym stoję. Nie chcę znów wzbudzać w sobie tej złudnej nadziei, którą przecież zabiłam w sobie tak nie dawno. Widać nieskutecznie, bo znów do mnie wraca. Chcę naiwnie wierzyć, że ja też zasłużyłam sobie na szczęście. Chcę wierzyć, że ktoś mógłby mnie pokochać. Jestem teraz jak dziecko, bezbronna, niewinna, naga. Nie mam żadnej tarczy, za którą mogłabym się skryć. Teraz wszystko zależy od ciebie, masz nade mną tą władzę, bo zaledwie jednym słowem możesz mnie zniszczyć i sprowadzić na dno. Chcę ci zaufać, ten kolejny raz. Tak bardzo chcę wierzyć, że tym razem się nie zawiodę, bo wiem, że następnego razu już nie będzie. Nie przeżyłabym kolejnej fali bólu. Umarłabym w męczarniach. Odeszłabym - tym razem na zawsze. /R
|