[1] Szłam ulicą. Właśnie zaczęły się wakacje. Z słuchawkami na uszach. Słuchałam KoRn, Daddy. Zatłoczone miasto, ulice, chodniki. Kobiety, dzieci, rodziny, zwierzęta. Biegną, myśląc o swoich sprawach. Doszłam do parku. Większość par siedzących i przytulających się. Usiadłam na ławce. Patrzyłam prosto przed siebie. Moje życie jest do dupy. Nagle dosiadł się do mnie jakiś chłopak.
- Siema. Co to za mina?
- Mina jak mina.
- Wszystko się wali i jest do dupy, co?- zaśmiał się gorzko.
- Brawo- popatrzył na mnie. Nawet ładny był. Tylko miał coś w sobie innego. W oczach, tym spojrzeniu.
- Pokazać Ci mój raj? Tam jest pięknie. Zapomnisz o wszystkim.
- Spoko- wstaliśmy i ruszyliśmy przed siebie. Szliśmy w milczeniu. Zaprowadził mnie na jakieś odludzie, przed jakiś stary dom. Słychać było stamtąd dziwne odgłosy.
|