Przyszedł do mnie tego wieczoru, siadł na kanapie i niemo patrzył w okno, po którym spływają duże krople deszczu. Patrzyłam się na niego, obserwowałam go. - Kochanie, co się stało? - spojrzałam na niego, widziałam, że nie może powstrzymać łez. - Moja matka, ona ma ... raka - nie mógł wydusić z siebie ani słowa. - Lekarze nie dają jej szans na przeżycie, gdyby wiedziała o tym wcześniej może jeszcze by można było ją uratować, ale w takiej sytuacji... - drążył dalej . Złapałam go za ręce, popatrzyłam mu w oczy - Kochanie, jeszcze nie wszystko stracone, jeszcze będzie okej, lekarze mogą też się mylić .. Spojrzał na mnie. - Na prawdę tak myślisz? -Tak, tak myślę. - Kochanie, cieszę się, że Cię mam, zawsze umiesz mi pomóc - powiedział i czule mnie pocałował...
|