Uczę się żyć bez Ciebie nie, nie żyć, chyba istnieć ledwie.
Płonąć gasnącym płomyczkiem na wietrze się chwiać.
Chciałabym mieć siłę by odejść nie stać w tym miejscu co dnia.
Nie wpatrywać się w cienie to nie tak, nie tak to miało być.
Skruszyło się i rozsypało na pył a miało kwitnąć i trwać.
Ty i ja, złudny portret szczęścia, blednący z biegiem lat.
Uśmiechy bez krzty radości, puste oczy.
Uczę się rzeczy niemożliwych jak zapomnieć i jak pamiętać i zasypiam nad książką.
A sny spłoszone jak ptak, przylatują na sowich skrzydłach.
I jest cicho tak i pusto obok mnie. Może to tylko kłamstwo, może to tylko sen.
|