Wspinam się na szczyt wielkiej góry. Jeszcze nie poznałam jej nazwy, ale słyszałam szepty, że ta góra nazywa się Życie. Na plecach mam ciężki plecak wypełniony cierpieniami. Ciągle powtarzam, że już nie mogę, że już nie chcę. Nikt mnie nie słucha. Co chwile na drodze staje nowy problem, nowy ból i każe żebym wrzuciła go do mojego plecaka. Z każdym krokiem co raz bardziej boli mnie dusza. Cały czas prę do przodu, a ciągle się cofam. Z każdej strony dobiegają mnie krzyki, że muszę iść. Muszę zdobyć ten szczyt. Potykam się o mały niewinny kamień i staczam się w dół. Moje ciało wypełnia nienawiść. Znów wszystkich zawiodłam.
|