Wiem, to dziwne, aż sama nie mogę uwierzyć, jednocześnie nie chcę zapeszać, ale... jest dobrze. Naprawdę. Śpię w nocy, normalnie funkcjonuję za dnia. Nie żyję kimś. Żyję moim życiem. Fantastyczny stan zwany "wolność". Nie wiem tylko, skąd bierze się uczucie pustki. Jakby czegoś mi brakowało. Może to przez to, że już się przyzwyczaiłam do bólu i łez? Może wręcz brakuje mi cierpienia? Nie wiem. Nie wiem też, czy ta "wolność" tak do końca mi odpowiada. Nie wiem, czy nie byłam szczęśliwsza mając kogoś, o kim mogłam myśleć, o kim mogłam śnić, dla kogo żyłam. Haha, w gruncie rzeczy wychodzi, że kiedy cierpię, jestem szczęśliwa. No, takie rzeczy tylko u mnie.
|