cóż nadal mam coś z dziecka. pojechaliśmy z D jego przyjacielem i moją kumpelą nad rzekę. owa dwójka spokojnie siedziała sobie na trawce, a my z D rozbawialiśmy ich non stop. zaczęło się niewinnie - od puszczania kaczek, a skończyło się na wrzucaniu się nawzajem do wody. niestety ja tego szczęścia nie miałam by szybko wyschnąć i jako ich kierowca cała mokra wracałam. oni mieli ze mnie zajebistą śmiechawę, a o rodzicach to już nie wspomnę - co mi mówili jak wróciłam. // n_e
|