Był smutny od rana, nie mógł po prostu nie mógł nawet sam tego zrozumieć..(ona)-wiesz nie mogę dla ciebie pewnie nic zrobić, jedynie namalować uśmiech, ale pod warunkiem że będziesz go zawsze nosił -no ok, nic prostszego.. w tym momencie jej dłoń od jego twarzy dzieliło juz kilka centymetrów, jej palece nakreśliły na powiekach pionowe kreski, tak by miał zamknięe oczy,jakby ten dotyk miał przenieść miał go gdzieś daleko. Dalej delikatnym,lecz eletryzujacym po koniuszki palców dotykiem opuszka palca nakreśliła uśmiech na jego ustach, które od razu pod jej dotykiem wygieły się w idealnie naniesiony kształt. Uśmiechnęła się, choć nie był to uśmiech od ucha do ucha to dosięgnął oczu i to w tak niesamowity sposób że płonął w nich ogień siły i nadzieii..ta magia w powietrzu udzieliła mu się i to do takiego stopnia że poczuł swój uśmiech tam gdzieś w środku.. D.J.
|