Było już dawno po północy, a mi i mojej przyjaciółce nagle zachciało się spaceru. Szłyśmy wzdłuż jeziora, gdy nagle zapytała, co do 'niego' czuję, po dodatkowych procentach, nagle miałam więcej odwagi. Więc krzyknęłam "Kocham go!". "Cooo? nie słyszę" roześmiana mówiła mi w kółku. "Kocham go! Najbardziej na świecie". Krzyknęłam najgłośniej jak tylko potrafiłam. Jakie moje było zdziwienie gdy potem dźwięczało tylko echo, a gdy się odwróciłam ujrzałam go stojącego dwa metry ode mnie. "Przecież też Cię kocham maleńka". Krzyknął równie głośno co ja. Rzuciłam mu się w ramiona i tym razem parę decybeli ciszej, szepnęłam "Już nigdy nie pozwól mi odejść."
|