przytuliłem ją mocno, całując we włosy. - nie martw się. proszę, nie martw się. - szeptałem cicho, ocierając co chwila jej łzy. spojrzała na mnie załamanym wzrokiem, jakby błagając o uśmierzenie bólu, jaki czuła. wypuściłem ją z objęć, a ona zaczęła biec w stronę jeziora. w chwilę ją dogoniłem, łapiąc za ramię. - przestań. skończ już. kto Cię zranił? powiedz, a skurwysyna zabiję. - syknąłem przez zęby. przełknęła ślinę ze łzami. - Ty. właśnie Ty mnie pokochałeś. nie powinieneś. - wyznała ciężko.
|