A ona ciągle płakała.ciągle w ukryciu.niby miała tak wiele, przyjaciół,rodzine,dom. jednak czegoś jej brakowało.sama nawet do końca nie potrafiła określić czego,co cholernie ją bolało.taka chora niepewność przeszywająca ją od głowy do stóp. ciągła monotonia. szlug, szkoła,szlug, znajomi,szlug,spać.i od nowa.po co paliła?w sumie kto to wie.mówią,że robiła to na złość pewnej osobie. ale co chciała tym osiągnąć?niszczy tym tylko swoje zdrowie,ale chyba ją to cieszy.czasem pragnie umrzeć.i chyba nie chce zrobić tego gwałtownie bo wie,że ich by to zabolało.dlatego zabija się powoli.nie moge ogarnąć tego,jak ona dobrze potrafi udawać w towarzystwie bliskich,że jest dobrze,nawet gdy właśnie ma mega doła.czasem tylko się rozkleja,no bo ileż można.ale?wchodząc bardziej w jej życie.ma cudowną przyjaciółkę.chociaż nie raz jest ona dla niej nie taka jak być powinna,w sumie jej też się to często zdarza.są od zawsze i będą zawsze.tak,to jedyna rzecz w którą ona wierzy naprawdę.//wyjebaneewpizdu
|