 |
aguusx33.moblo.pl
mam nadzieje ze wkoncu niedlugo sie juz zobaczymy chociaz na chwile.. eh.. tesknie bardzo za toba ty moj łobuzie : :
|
|
 |
|
mam nadzieje ze wkoncu niedlugo sie juz zobaczymy chociaz na chwile.. eh.. tesknie bardzo za toba ty moj łobuzie :(:*
|
|
 |
|
to się nazywa mieć farta. chodzić do równoległej klasy ze swoim byłym. patrzeć, jak na Twoich oczach zdejmuje koszulkę na wf'ie. karcić Go za głupie uwagi odruchowo delikatnie szczypiąc w biodro, w Jego nagą skórę. znosisz, bez łez w oczach, to jak nazywa Cię 'kotkiem'. odwzajemniać, bez rozpamiętywania, Jego uśmiechy. wywołuje każdą czynnością radość, we mnie, rozumiesz? wielbię Go za to. że nie robiąc praktycznie nic, poprawia mi humor. samą obecnością.
|
|
 |
|
i nie pierdol, że zrobisz dla mnie wszystko! nie sprawisz, że wakacje będą trwały 4 miesiące, a ferie o 2 tygodnie więcej. nie sprawisz, że będę mieć wymarzonego starszego brata. nie sprawisz, że będę węższa w biodrach. nie rzucisz dla mnie tamtego plastiku z biustem C. nie przeprosisz, bo nie potrafisz przepraszać. nigdy nie zrobisz tego, czego akurat będę od Ciebie odczekiwać, skarbie. zobaczysz.
|
|
 |
|
odkryłam w sobie nową wadę, zbyt szybko przywiązuję się do ludzi. kiedy dziś na lekcji, musnąłeś moje ramię i szepnąłeś na ucho, że nie wiesz czy jutro będziesz, na prawdę się zmartwiłam. jednak tylko uśmiechnęłam się i zapytałam czemu. odpowiedziałeś, że prawdopodobnie odchodzisz z tej szkoły, że już wcale Cię nie będzie. nie dziw się, że musiałam schować twarz w dłoniach. przez te raptem 3 dni, które byłeś u Nas w klasie, cholernie przyzwyczaiłam się do Twojej obecności. nie możesz odejść, wiesz? nie pozwalam Ci!
|
|
 |
|
podeszłam do Ciebie, kiedy stałeś z tą barbie. stanęłam między Wami i dałam Jej bez skrupułów w twarz. - zapamiętaj sobie, że nie wolno Ci Go całować. - powiedziałam do Niej. następnie odwróciłam się do Ciebie. - a Ty zapamiętaj, że.. zawsze będziesz mój. - szepnęłam i odeszłam.
|
|
 |
|
siedziałam w parku z kilkoma kumplami, byliśmy już nieco nawaleni, odpalaliśmy kolejne szlugi. wtedy bez opór podszedłeś do nas i kucnąłeś przy mnie. złapałeś za nadgarstki. - kochanie, kochanie proszę Cię! co Ty robisz? - spojrzałam na Ciebie drwiącym spojrzeniem. - już Ci nie wystarczam. - syknęłam przez zęby. - nie rozumiem o czym mówisz. - odparł, jednak zauważyłam Jego wystraszone spojrzenie. - widziałam Cię z Nią. wiedziałeś, jak nienawidzę tej suki, no! - krzyknęłam, i dałam Ci w twarz. - ale to Ciebie kocham. - szepnąłeś, jakby nigdy nic. wtem głos zabrał jeden z kumpli. - stary, uważasz, że Ona da sobą pomiatać? że będzie z kimś kto wczoraj migdalił się z inną? spójrz na Nią. spójrz na Jej proporcje, biust, tyłek. każdy chciałby się z Nią pieprzyć, ale tylko Ty miałeś ten przywilej. - powiedział. zatkało mnie. na prawdę, nie wiedziałam co powiedzieć. - no i? - zapytałeś w końcu. - no i oficjalnie: właśnie straciłeś i ten przywilej, i tą lalę. mianowicie - szczęście, frajerze.
|
|
 |
|
wkoło słyszę o tym, że coś komuś ukradł, zrobił coś złego, po raz kolejny zgarnęły Go gliny, obił komuś twarz. monotonia. przywykłam już do tego, że non stop coś o Nim słychać. rozumiem, taktyka - jedna sprawa wygasa, trzeba odwalić znowu? okej, nie tak robi skoro Mu się to podoba. nie mogę się pogodzić z jednym. nie wierzę, że byłam z kimś takim. zmienił się, nie do poznania.
|
|
 |
|
kolejny wieczór z serii 'tęsknię, kurwa tęsknię'. leżałam na łóżku, było około pierwszej w nocy, blask księżyca zalewał mi twarz. poczułam wibrację telefonu, sięgnęłam pod poduszkę. wiadomość była od Niego, zaczęliśmy pisać.. '- co tam? - nic. próbuję zasnąć. - przepraszam, że Ci przeszkadzam. chciałem tylko napisać, że ładnie Ci w tej turkusowej koszulce, którą dziś nosiłaś. - nie utrudniaj, do cholery. - usypiania? - nie. - to czego? - chcę o Tobie zapomnieć! żadnych komplementów. nawet ograniczmy pisanie. nie patrz na mnie. będzie łatwiej, o wiele. - dobrze. rozumiem. już więcej o mnie nie usłyszysz. cześć.'. po kilkunastu minutach zasnęłam, z myślą, że to co zrobiłam, okaże się słuszne. następnego dnia nie przyszedł do szkoły. nie odpisywał. nawet kiedy tydzień później do Niego poszłam, nikt mi nie otworzył... minął rok. to właśnie dziś dostałam kartkę od Jego przyjaciela. 'mam nadzieję, że już mnie nie kochasz. przepraszam. szkoda, że tak wyszło. ja nigdy o Tobie nie zapomnę.'
|
|
 |
|
nie miałam pojęcia co się z Nim dzieje. wiedziałam, że jedyna osoba, która coś o Nim wie, to Jego babcia. tylko tam mogłam pójść. miałam świadomość, że nawet Jego rodzice, Go znienawidzili. laski, które zranił, zaczęły się na Nim odgrywać. przyjaciół miał tylko od picia. ale właśnie - miał babcię. miłą staruszkę. zapukałam do drzwi frontowych Jej domu. po chwili ukazała się w progu, poprzedzając swoje przyjdzie głośnym skrzypnięciem. - dzień dobry. - przywitałam się. w Jej oczach zalśniła łza. - chodź tu do mnie, kochanie. - powiedziała tym swoim babcinym głosem. podeszłam bliżej, a Ona mocno mnie przytuliła. - perełko, tak się o Ciebie martwiłam. wejść proszę. - szepnęła. obejmując mnie w pasie, pociągnęła do środka. usiadłyśmy przy stole. zrobiłam herbatę. wyjęłam z torby ciastka, które kupiłam poprzednio w sklepie za rogiem. - jak tam u Ciebie, kochanie? opowiadaj. - zagadnęła z promiennym uśmiechem. spojrzałam na Nią przeszklonym spojrzeniem. - a co u Niego? - zapytałam nieśmiało.
|
|
 |
|
ostatnie wiadomości, które o Tobie usłyszałam to bodajże 'znudziło Mu się picie, zaczął ćpać', 'ukradł rower', 'rozbił samochód ojca'. powiedz mi, jak mam się stosować do tego co mi powiedziałeś kilka miesięcy temu - 'nie martw się o mnie, dam sobie radę'?
|
|
 |
|
trochę po północy, zaczęłam się ubierać. włożyłam komórkę do kieszeni spodni. założyłam cienką kurtkę, i schowałam do niej portfel. wyszłam z domu, ze łzami w oczach. - nie pozwolę sobą pomiatać, nawet Jej. - syknęłam patrząc w okno sypialni rodziców. wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer kumpla. - co jest, kochanie? - zapytałeś. - gdzie jesteś? - odpowiedziałam pytaniem. - na mieście, rynek. koło fontanny. - odparłeś rzeczowo. - zostań tam. będę za jakieś 15 min. - rozłączyłeś się. kiedy doszłam na miejsce zobaczyłam, że jesteś z grupką kumpli. między innymi z Nim. właśnie tamtego wieczoru przekonałam się, że mogę na Was liczyć w stu procentach. i że On lepiej się sprawdzasz w roli kumpla, a nie chłopaka.
|
|
 |
|
stała przed ołtarzem, w białej sukni, z uśmiechem na twarzy. przed Nią stał Jej już prawie mąż. była pewna, że na słowa księdza czy ktoś ma coś przeciw temu związkowi nikt się nie odezwie. myliła się. - ja mam! - usłyszała krzyk przy drzwiach. obejrzała się, nie rozpoznając głosu. to był On. tak dawno Go nie widziała. mniej więcej dwa, trzy lata. - co tu robisz? - szepnęła ze ściśniętym gardłem. - przyszedłem po Ciebie. skarbie, myślałaś, że pozwolę sobie na stratę miłości mojego życia? - wyjaśniłeś, z tajemniczym uśmiechem. włączył się we mnie przycisk 'uwaga'. 'znów chcesz mnie zranić', pomyślałam. - już ją straciłeś. - odwróciłam się do księdza. - to frajer. ups. przepraszam bardzo. można kontynuować ceremonię. - powiedziałam.
|
|
|
|