 |
|
los napluł mi w pysk, chciałbym żyć i być sobą.
|
|
 |
|
póki monotonia mnie nie wchłonie
|
|
 |
|
a ty gdzieś pomiędzy oddechami na mnie czekasz.
|
|
 |
|
krew spływa po gardle, wóda płonie jak rzeka,
|
|
 |
|
cel widzę częściej, daję słowo,
oddałbym wszystko, żeby dziś być gdzieś z tobą.
|
|
 |
|
mam na wyciągnięcie ręki szczęście,
|
|
 |
|
Hotel, wczorajsza wóda, ja sam tam,
|
|
 |
|
między sukcesem, a klęską.
|
|
 |
|
kolejna z nocy,kiedy nie ma Cię obok.
|
|
 |
|
gardło zdarte od szczerych słów
|
|
 |
|
Wszystko mnie przerasta. Co z tego, że się staram, jak i tak to jest za mało. Wskazówki nieubłaganie biegną, a ja choćbym nie wiem co zrobiła nie zatrzymam ich. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, odpycham wszystkich, którzy starają się ze mną porozumieć. Co oni mi powiedzą? To tylko suche uwagi i tak mają to wszystko gdzieś.
|
|
|
|