 |
|
Wszystko się kruszy, coś się zaczyna, coś się kończy. Każdy związek, każdy nowy rozdział, każde szczęście, każda przyjaźń. Nie ma nic.I wiesz, może właśnie to mnie pokusiło, aby do tego wrócić. Wciąż słyszę Twoje słowa, że miłość to tylko bajki dla małych dzieci, więc chciałam poczuć się jak dziecko. Chciałam przyjść do mojego księcia, sam przecież nie zaszczyci mnie swoją obecnością. Chciałam tylko, żeby wróciły czasy dzieciństwa, aby powróciła ta mała dziewczynka, która wierzyła w bajki o księżniczce i księciu, chciałam, żeby bajka stała się rzeczywistością, ale to jest niemożliwe. Trafiłam nie do tego księcia. ramiona były jakieś obce, twarz niby znajoma ale nie Twoja. Pomyliłam drogi i doszłam do złego królestwa, gdzie panuje chaos, gdzie śmierć czyha na każdym kroku, a Bóg zapomniał o tym małym punkciku na planecie, bo na tronie siedzi diabeł. Namawia Cię do złego, sprowadza na złą drogę. A wiesz co jest najgorsze? Wejdziesz w progi jego zamku,a on nie będzie chciał Cię wypuścić.
|
|
 |
|
Znowu to zrobiłam. Miałam przestać, miałam do tego już nie wracać. Przecież obiecałam. Jestem zła, nie powinno mnie tu być. Nie umiem nawet dotrzymać obietnicy, którą złożyłam najważniejszej osobie w życiu. Jestem beznadziejna. Mam wielki chaos w głowie, połowy tego wszystkiego nie pamiętam, nie wiem co się działo, nie wiem jak skleić słowa. Burdel w głowie tak samo jak w życiu. Nie zasługuję na nic, na nikogo. Ktoś taki jak ja nie powinien się urodzić. Nie umiem sobie wybaczyć, że znowu do tego dopuściłam przez własną głupotę, strach i samotność, która tak często tu przebywa. Jak ktoś może mi wybaczyć coś takiego? No, powiedz, jak? Tylko nie pocieszaj, nie pisz, że będzie dobrze, bo kurwa nic nie będzie dobrze. Świat się wali, a ja nie próbuje się wydostać się spod jego gruz, tylko coraz bardziej pozwalam, aby mnie przygniatały. Zdecydowanie nienawidzę siebie.
|
|
 |
|
Wszystko toczyło się całkiem inaczej niż mógłbym przepuszczać. Spędzaliśmy całe dnie razem, a nocą miałem Cię na wyłączność. Dzisiejszej nocy było mi tak bardzo źle. Mimo ogromnego zmęczenia nie mogłem usnąć. Brakowało mi Ciebie. Nie miałem kogo przytulić i cisza jaka panowała w pokoju przerażała mnie. Brakowała mi Twojego śmiechu i słodkich słów na dobranoc. A rano obudziłem się w jakiejś depresji, bo przecież nikt delikatnie nie zwalał mnie z łóżka chcąc mnie budzić tak jak robiłaś to Ty przez ostatnie siedem dni. Tak bardzo przywiązałem się do Ciebie, że nie potrafię już normalnie funkcjonować. Brakuje mi Twojego uśmiechu, którym bez problemu potrafisz mnie zarazić. Pragnę mieć Cię tak jak przez ostatni tydzień. Leżąc już w łóżku proszę Morfeusza by dzisiejszy sen dał mi ukojenie, proszę o Ciebie. // nic_nieznaczacy
|
|
 |
|
Chłód, który rozprzestrzenia się po moim sercu sprawia, że coraz bardziej zbieram w sobie obojętność. Przestaję się przejmować uczuciami innych ludzi, tym co do mnie mówią i odkładam to wszystko na bok. Staję się większą egoistką niż nią byłam na co dzień, ale czy muszę taka być? Owszem. Ludzie traktują mnie źle, więc i ja nie mam zamiaru być dłuższa nikomu. Po co mam dawać komuś swoje serce skoro nie zostanie to docenione? Po co mam udawać, że jestem szczęśliwa, kiedy naprawdę wszystko co się dzieje zaczyna boleć o wiele bardziej niż na samym początku? Lepiej postawić wszystko na jedną kartę, od razu przekreślić i mieć spokój. Odnaleźć przystań, która będzie bezpiecznym miejscem, które pozwoli uwolnić się od całej reszty. Może właśnie nią będzie mój egoizm, obojętność, niechęć..
|
|
 |
|
Nie mogę powiedzieć, że jest tak, jak być powinno, że się układa, kiedy większość spraw wokół tak naprawdę jest na wyczerpaniu. Brakuje energii, siły. Brakuje motywacji i chęci. Brakuje miłości i poczucia bezpieczeństwa. Los tak bezwzględnie to odbiera, sprawiając, że coraz większe zło wchodzi na miejsce tych uczuć. Znika znów miłość. A może tak naprawdę jej nie było i był to wyłącznie wytwór chorej wyobraźni? Znika radość, a smutek w coraz większym stopniu maluje się na twarzy. Więź, która kiedyś była czymś niewyobrażalnie silnym również powoli, gdzieś zanika niczym mgła. Może to była właśnie tylko taka chwila, taki moment, kiedy to wszystko co się działo, miało prawo do ułożenia normalnych relacji? Może coś pęka, bo dusza się rozpada i zaczyna się wewnętrzny jej rozpad? A może właśnie czegoś brakuje w tym, czegoś silnego, nierozerwalnego?
|
|
 |
|
To co się dzieje, co się działo.. Zdecydowanie nie ma prawa mieć miejsca. Dlaczego tak właśnie musi być, że ktoś, kto w ogóle nie jest odpowiedzialny za błędy, czy grzechy innych osób najwięcej za nie musi płacić? Dlaczego człowiek musi być mieszany z błotem, aby ktoś mógł wyżyć się emocjonalnie i fizycznie na tej osobie za kogoś kto jest wyłącznie spokrewniony genetycznie z człowiekiem, który jest winny temu co się dzieje? Rozpad psychiczny, ale również i fizyczny następuje powoli. Ciało obumiera, dusza powoli przestaje istnieć, zanika.... Zanika wśród wszystkich krzyków, łez, nieporozumień, awantur.. To co się dzieje nie jest do wytrzymania. Tak ciężko jest odbudować więź, która nigdy silna nie była, aczkolwiek jakąś siłę jednak miała. Czy strach musi być silniejszy, czy on musi to przezwyciężać? A co z siłą, na której człowiek opierał całe swoje życie wraz z istnieniem? Co z tym wszystkim co się w sercu rozległo? Co z miłością do dziecka, co z szacunkiem wobec rodziny?
|
|
 |
|
Czy miłość to właśnie to, co zdarzyło się między nami? Czy to ten szept, który wybudzał mnie ze snu wnosząc na twarz uśmiech pełen szczęścia i przekonania w to uczucie? Może to te wieczory, spędzane na wspólnych serenadach na balkonie w świetle gwiazd, które zawsze nam błyszczały sprawiając wrażenie uciekających świetlików? Może miłość to te słowa, które wypowiadam z pewnością w sercu w Twoim kierunku? To "Kocham Cię", "Przepraszm", "Nie chciałem", "Wiem, że znów zawiodłem". Może miłość to uczucie, o którym nie mamy pojęcia, ale wierzymy głęboko w jego obecność? Może to dni przepełnione tęsknotą za Twoją osobą, kiedy zakrywam twarz dłońmi w nadzieii, że czas zacznie płynąć szybciej. Może miłość to My? Ja i Ty razem, nie osobno, może miłość to nasze serca, splecione od wieków, które my odkrywamy z każdym dniem na nowo ucząc się na porażkach, których przed nami jeszcze tak wiele./mr.lonely
|
|
 |
|
Nie chcę nic czuć, a ciągle czuję strach. Jest jak chodzący za mną cień, śledzi mnie i czeka na odpowiednią okazję, aby zaatakować. Kiedy już wejdę w ciemny zaułek mojej duszy, wyłania się zza rogu i zaciąga mnie dalej w ciemność, wie, że jej się boję. Mój przyjaciel strach, wszędzie gdzie nie pójdę jest ze mną. Ostatnio nawet w snach czuję jego obecność, widzę jego przepełnione złem oczy. Nie wiem jak się go pozbyć, jak od niego uciec. Nie chcę go czuć, nie chcę czuć nic. Wyjmuję ostatnie trzy dychy z portfela i idę na osiedle. Właśnie do tego dążysz przyjacielu? Abym znowu znalazła się w cieniu przed światem, pozbyła się jakichkolwiek uczuć i została tylko przy Tobie? Chcesz, abym zaczęła jeszcze bardziej bać się ludzi i świata, chcesz zamknąć mnie w swojej klatce, a ja nie mam sił, by walczyć. Biorę portfel, paczkę fajek i lufkę, wiedząc, że dzisiaj też będziesz mi towarzyszył.
|
|
 |
|
Mam wrażenie, że każdego dnia rozpadam się na coraz to mniejsze kawałki. Coś we mnie pękło, to chyba serce pokruszyło się na małe cząsteczki, których nie da się skleić. Nie czuję jak bije, czuję tylko ból zadawany przez milion ostrych kawałków szkła. Gdybym poszła do kardiologa, zdziwiłby się, bo powinnam już dawno nie żyć. Nie można funkcjonować bez serca. Przestraszyłby się, stałby przed nim trup, blada twarz, sine oczy, wychudzone ciało. Trup bez serca, bez uczuć, który nie nie może trafić na cmentarz, boi się przejść na druga stronę, więc krąży po świecie, szukając dla siebie miejsca, z nadzieją , że znajdzie je przy nim, a on sprawi, że jakimś cudem serce poskłada się w jedną całość.
|
|
 |
|
Zniknęłam. Uciekłam od swojego życia kiedy tylko poczułam, jak większość spraw mnie przerasta. Nie umiałam sobie radzić w tym co miało miejsce dlatego też odcięłam się od tego co było. Możliwe, że potrzebowałam właśnie dystansu, którego od dawna nie miałam, którego nikt nie był mi w stanie zapełnić. Musiałam coś poukładać w sobie, aby na nowo coś zacząć. Nie mogę sobie pozwolić na to, aby dawna miłość wciąż niszczył moje życie. Może właśnie dlatego nie umiem czegoś rozpocząć od nowa. Może właśnie dlatego też się boję stawiać nowe kroki, bo mam świadomość, jak to się skończy bądź może właśnie skończyć? Czasami myślę, że uciekałam właśnie od tego życia dlatego, że bałam się przeciwstawić przeszłości i przyszłości. Może też to znajduje się, gdzieś głęboko w mojej podświadomości, ale wiem, że nie chcę, aby aby było tak przez cały czas. Chce czegoś nowego doświadczyć. Chcę żyć uczciwie i świadomie bez wspomnień na pierwszym miejscu.
|
|
 |
|
Napiszą o Nas książkę, a może poemat? Może będą pisać wiersze i piosenki o miłości, która zagrała nam w sercach. Może będą robić z nami wywiady wciąż zadawając jedno pytanie? Może nakręcą film o naszej miłości? Przecież nikt nie przejdzie obojętnie obok uczucia, jakie wypływa z Nas każdą częścią ciała. Z moich uszu wylewają się dźwięki Twojego głosu, niskie i wysokie, które powodują dreszcze. Z ust padają słowa, które chcę szeptać Ci codziennie do ucha, byś czuła się ważna i wyjątkowa. Z rąk składam bukiet kwiatów na Twoje dłonie, wśród których będzie jeden sztuczny, mówiący o tym, że moja miłość jest wieczna. Serce będzie rosło z każdym kolejnym dniem, kiedy ujrzę Cię, stojącą przed sobą. Chcę dawać Ci wszystko i jeszcze więcej. Chcę dać Ci siebie, od zawsze, na zawsze, póki nasze serca są jednością, której nie zniszczą./mr.lonely
|
|
|
|