 |
|
spóźniałam się, myliłam słowa w swoich kwestiach, opuszczałam próby, wybuchałam śmiechem w środku generalnej próby. wywalili mnie; zwyczajnie biorąc za ramiona wyprowadzili na zewnątrz. gdy mój los, jakby przesądzony, wtedy, pod gmachem teatru, wygasał - wybiegł z budynku. księżyc błyszczał w Jego oczach, kiedy cieszył się, jak dziecko szepcząc, iż w końcu Jego słowa odnalazły sens. - bez Ciebie każda moja rola umiera, nie może istnieć, gnije. jak zatem mam żyć bez Ciebie? jak oddychać...?
|
|
 |
|
stoję przy oknie i patrzę na padający śnieg. te płatki śniegu tak wiele wspólnego mają ze mną.. każda śnieżynka to nowa nadzieja, która po chwili upada i się rozpływa.
|
|
 |
|
nic się nie stało. trochę mnie to zabolało.
|
|
 |
|
cześć! jestem paula. co jakiś czas będę wam, moi kochani, mówiła jak bardzo was nienawidzę i w jak głębokiej pogardzie mam każdego z was. przy życiu trzyma mnie nadzieja, że dzięki temu się zaprzyjaźnimy. a teraz strzelcie sobie w łeb wisząc na szubienicy nad stromym urwiskiem. buziaczki!
|
|
 |
|
ja to jednak jestem wredna.. ale to nic.
|
|
 |
|
A miało być tak pięknie, mieli nadzieje i szanse
Teraz żyją w samotności, do świata z dystansem
|
|
 |
|
Według mnie ja zawsze będę dla siebie normalna...ale inni tego nie zrozumieją,że jestem inna,a nie taka sama
|
|
 |
|
Mam przeczucie
że tylko na samym dnie spotkam prawdziwie wartościowych ludzi,skoro na górze rządzą kretyni.
|
|
 |
|
Ważne, że jesteś. Wiesz, że znaczysz dla mnie więcej. Bezpieczne w Twoich dłoniach bije słabe dziś serce, oddycha Twoim powietrzem. Chcesz tego, ja też chcę. To, co jest między nami wypełnia całą przestrzeń. Ponad tym jesteś Ty, jesteśmy my wtuleni w szczęściu, choć za oknem burzliwy wieczór, setki kropel deszczu, kilometry problemów, sto powodów, by odejść. Znalazłam jeden, dla którego chcę żyć - mówię o Tobie. Na pewno to wiem - chcę iść gdzieś tam, gdzie chcesz, śmiać się przez łzy, cieszyć z chwil z Tobą też. Dać Ci wszystko, przecież zasługujesz na tyle. To dla Ciebie, dzięki Tobie z Tobą, w Tobie żyję.
|
|
 |
|
Obserwuję jak to, co budowałam tyle czasu z łatwością, zaledwie w kilka chwil ulatuje bezpowrotnie. Patrzę jak papieros robi się coraz krótszy, jak ogień miejsce przy miejscu wypala resztki bezsensownej miłości. Dochodzę do momentu, w którym już nic nie da się zrobić. Wyrzucam papierosa, tak jak Ty wyrzuciłeś mnie ze swojego serca. Teraz widzę jak spada w dół, aby w końcu dotknąć dna, upaść na ziemię. Leży, dalej słabo się żarzy. Nikt go nie zauważa. Koniec. Papieros się wypalił, jak Twoje uczucie do mnie.♥
|
|
 |
|
Marzenia zwykle się spełniają, ale nie tak i nie wtedy, kiedy tego pragniemy. ;]
|
|
|
|