 |
Dzień wolności mnie ratuje, prawie zdychałam, nie mogłam już złapać tchu, mega szybkie tempo jak dla mnie... Już ogarniam, wyciszam dźwięki miasta, pogłaśniam muzykę. Jest tak stabilnie.
|
|
 |
Przekładanie wszystkiego wciąż w nieskończoność... Jak z tym zerwać.. ?
|
|
 |
Intrygujesz mnie.. Nie wiem dlaczego dzień w dzień ze sobą piszemy, dlaczego odbieram Twoje telefony w środku nocy, dlaczego lubię się odezwać do Ciebie, nawet jeśli z nikim innym nie chcę mi się rozmawiać. Ciągniesz mnie jak neodymowy magnes. Rób to wciąż, potrzebuję Cię coraz bardziej.
|
|
 |
Zastanawiam się tak w głębi swojego serduszka młodego, ile jeszcze razy będę musiała się przejechać, żeby w końcu stać się tą zimną suką, której tak bardzo wszyscy chcą?
|
|
 |
ludzie mówią wciąż na minutę tysiąc słów
|
|
 |
Zatkany nos i głowa. Wszystko pełne czegoś. Pora się uwolnić, jeden dzień przerwy, ten jeden dzień bramą do wolności.
|
|
 |
Pięknych chwil się nie planuje, one po prostu się dzieją..
|
|
 |
każdy myśli, to co myśli, myśli sobie moja głowa
|
|
 |
Kiedy pierwsze co z rana usłyszę, to Twój kochany głos, jakoś lepiej mi się wstaje... Znacznie lepiej.
|
|
 |
Znowu mi to robisz. Niedziela, ja mogę sobie czekać. Błądzisz nie wiadomo gdzie, po co, z kim. Nie uśmierza mnie już nic, dosłownie nic. Odejdź proszę, bo męczy mnie siedzenie w gównie już, kolejny wieczór, samotny wieczór, a Ty tam.
|
|
|
|