 |
|
I pamiętam te wszystkie wieczory kiedy przez Ciebie płakałam a ty z kumplami ćpałeś do rana . .
|
|
 |
|
Pamiętam jak pierwszy raz szłam na ustawkę , nie umiałam wtedy strzelić z liścia a co dopiero dobrze sprzedać blachę . Ale szłam z nimi , z dumnie podniesionym czołem i szczerze nie bałam się ani trochę . Dostałam niezły wpierdol , mama złapała się za głowę
|
|
 |
|
a wiesz co w tym wszystkim było najgorsze ? To kiedy próbowałeś udowadniać mi że nad tym panujesz . Przychodziłeś do mnie na głodzie trzęsły Ci się dłonie a oczy palił żywy ogień . Ciężko było wtedy na Ciebie patrzeć ale trzymałam Cię jak najdłużej przy sobie bo wiedziałam że gdy tylko wyjdziesz to pójdziesz się naćpać wiesz dobijała mnie ta świadomość.
|
|
 |
|
Dlaczego więc wpierdalamy się w uzależnienia ?
|
|
 |
|
Chociaż byś krzyczał nikt nie usłyszy krzyku, dzieciaki od małego próbują narkotyków.
|
|
 |
|
Przychodzą. Pojawiają się w sumie znikąd. Stają przed nami i nieproszeni wchodzą do naszego świata. Zaczynają mieszać nam w głowach, a później jeszcze i w sercach. Wywracają całe nasze życie do góry nogami, zmieniają nas, sprawiają, że wszystko staje się zupełnie inne. Przyzwyczajają nas do siebie, rozkochują. Sprawiają, że cały świat zawiera się w literach ich imion, a cały nasz światopogląd nastawiony jest tylko i wyłącznie na nich. Wkładają w nas szaleństwo, ekspresje, radość, miłość. Są przy nas chwilę, może dwie. A później odchodzą. Już wcale nie patrzą na to co poczujemy. Wypruwają nasze serca, a w ich miejsce wpychają sterty tęsknoty i żalu. Znikają. Z dnia na dzień. Tak po prostu i już nie ma ich. I jeszcze bezczelnie żądają aby o wszystkim zapomnieć. Tylko jak? Przecież swoją obecnością pozmieniali wszystko. My kochaliśmy ich i kochamy dalej, do szaleństwa. / napisana
|
|
 |
|
Trudno mi bez Ciebie żyć Jak słyszysz mnie to przyjdź
|
|
 |
|
Każda myśl i każdy szept,wszystko przypomina Ciebie.
|
|
 |
|
i w hop, nie chcący, w dół, błądzę, ściany śliskie, nie uda sie nam wydostać znów, do póki nie uświadomimy sobie że to w naszej wyobraźni jest dół. płonący stos uśmiechów wspomnień, jej płacz i krzyk , nie chce dziś zapomnieć. las kpiąc z nas bawi sie jo-jo, czy zwariuję czy dotram? ide, zapominając że powinnam być sobą, wciąga nas monotonia jak bębenek w pralce zataczamy koła, i znów pochłonęła nas szkoła. Niedola, mój głos twój głos tak się różnią, staram się walczyć, o nas. na próżno.
|
|
 |
|
nie ćpam. ale gdy o tobie myślę to mam ochotę zacząć
|
|
 |
|
proszę cię, nie idź z TYM chłopcem na dno, on w oczach ma ZŁO.
|
|
 |
|
tyle szczęścia opanowało moją duszę w tym momencie! dawno nie było tak dobrze
|
|
|
|