 |
|
potrafię śmiać się z siebie, lecz prościej jest mi z innych
|
|
 |
|
chwytam za szkło, z ekipą wznoszę toast
|
|
 |
|
nie sam - braci mam w czasie pokoju i w czasie wojny
|
|
 |
|
tu marzenia choć pachną czasem szybko wietrzeją
|
|
 |
|
własne echo znów słyszę gorzka robi się ślina, jak po prochach co dają ten eteryczny klimat
|
|
 |
|
tutaj marzenia płona i zostaje sam popiół
|
|
 |
|
do góry głowa będzie dobrze ziomek najgorzej maja ci z biletem w jedna stronę
|
|
 |
|
tu czas przeważnie liczysz w latach nie w godzinach
|
|
 |
|
ja wciąż oddycham na życie mam apetyt
|
|
 |
|
już od dziecka po brzegi wypełniony wkurwieniem
|
|
 |
|
społeczeństwo by chciało żebym został stracony jestem kurwa skazany, ale nie potepiony
|
|
 |
|
tysiące łez codziennie spija beton, a tonący nie brzytwy chwyta tylko telefon
|
|
|
|