 |
|
i za każdym razem gdy myśli samobójcze przejdą Ci przez myśl, pomyśl, przypomnij sobie o ludziach, którzy oddali by właśnie za życie, wszystko, każde pieniądze, cały dorobek. [cz.2]
|
|
 |
|
Nigdy przenigdy nie mów, że nie chcesz żyć. Mówisz 'mam problemy, a śmierć jest ich rozwiązaniem' - bzdura. Każdy na świecie ma problemy, myślisz, że Twoje się duże? To pomyśl chociażby o ludziach bez dachu nad głową, o dzieciach które umierają z głodu, o tragediach otaczającego nas świata, a nie tylko o tym, że chłopak Cię rzucił. Teraz pomyśl o ludziach który chcą żyć. Mimo, że stracili wszystko wiesz co traktują jako najcenniejszy dar? Życie. Ogarnij co czują osoby które lekarze skazali na śmierć, jakie to uczucie wiedzieć, że został nam tydzień, dwa, miesiąc, a potem nastąpi koniec, i nic nie możemy zrobić, co czuje płód w łonie matki, która poddaje się aborcji, dlaczego nie pomyśli o tym, że to dziecko może chce żyć, istnieć? Uświadom mi dlaczego Bóg zabiera życie osobą które tak bardzo chcą żyć, i dlaczego samobójcy nie potrafią docenić tego co mają? Nie traktuj każdego problemu jako powód do odebrania sobie życia, traktuj to jak wskazówkę, jak cenną lekcję, [cz.1]
|
|
 |
|
świadomość tego, że mając Go przy boku już przez setki dni - teraz Go tracę. tracę Jego namacalną postać, czasem będzie dostępny przez kabel, a Jego głos co wieczór rozniesie się jedynie w słuchawce telefonu, i tyle. zniknie pewność, że następnego południa już Go zobaczę, przytulę, moje wargi musną Jego. chciałam zatrzymać Go przy sobie, jednak wiedziałam, że już postanowił. - wrócę. - szeptał w moje włosy, po czym na pożegnanie pocałował mnie w czoło i ruszył do bramek ściskając w ręku bilet na samolot. a mi? samoistnie zaciskało się serce, kiedy obserwowałam, jak idzie ku przyszłości, beze mnie u boku. jak Jego kroki zmierzają w przeciwną stronę do moich.
|
|
 |
|
wyciągałam Go z imprezy całego zlanego chwiejącego się na boki, dzwoniłam po taksówkę i kładłam Go w swoim łóżku pilnując póki nie zasnął, a następnie zajmując kanapę w salonie. robiłam Mu rano mocną czarną kawę opowiadając miniony dzień jednocześnie nie przepuszczając przez gardło żalu, jaki miałam o Jego zachowanie. wymyślałam Mu wymówki dla rodziców - że został u mnie na noc, bo ogarnialiśmy jakieś filmy, czy zwyczajnie się zasiedział. zawsze przyjmowałam Go z otwartymi ramionami, tak aby miał pewność, że bezwarunkowo może na mnie liczyć. ja, ta egoistka, która nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa, w Jego mniemaniu.
|
|
 |
|
a książę na białym koniu? niech odda konia i spierdala - chcę Ciebie.
|
|
 |
|
nie chcę, by ten ból zniknął.
to ostatnia rzecz jaka mi po Tobie została.
|
|
 |
|
A gdy przyjaciel ma problem, oddajemy całych siebie. Ma naszą osobę na własność, na każde zawołanie jesteśmy, robimy wszystko by tyko poczuł się choć trochę lepiej. /improwizacyjna
|
|
 |
|
Moja psychika jest jak sufit. Brudny, szary i poplamiony. Poszarzał i stał się brudny od życia codziennego, od tych toksycznych ulic, kłótni z nic nie znaczącymi ludźmi, sprzeczek z rodziną i znajomymi. Osadził się na nim również kurz wspomnień, tych mniej i bardziej bolesnych. Ciągle odczuwam jak pyłki owego kurzu męczą moje oczy, i wywołują płacz. Wtedy właśnie zjawia się moja ekipa remontowa. Sprzątają, odkurzają, myją i wycierają wszelkie brudy, czyszczą i sprawiają, że ból sprawia się mniej bolesny. Potem nakładają farbę, nową powłokę która jest czysta. Widać ile miłości jest włożone w odnawianie mojego sufitu, ale oni nie boją się przeszkód, i choć wiedzą, że życie sprawi, iż niedługo on znów będzie w takim samym złym stanie, skrupulatnie go naprawiają krok po kroku, od początku. Uwielbiam swoją ekipę remontową. /improwizacyjna
|
|
 |
|
i wchodzę w strefę kolejnych sześćdziesięciu sekund bez Ciebie. bez oddechu.
|
|
 |
|
- a jeśli któregoś zimowego poranka wzejdzie słońce? ocieplające wszystko i rażące w oczy, niczym to letnie? - zagadnęłam rysując kamykiem po chodniku. - to tak jak my, prawda? - dodałam nie czekając na odpowiedź. spojrzał na mnie z wyrzutem, a następnie opierając się na ręce usiadł na nierówno ułożonej kostce. - ja i Ty. - poprawił mnie mimowolnie. zgarnęłam włosy z twarzy. - nie... nie poprawiaj mnie. ja wiem. ale my, chodziło mi o nas. to nierealne, tak? - wychrypiałam drżącym głosem. i choć do ostatniej sekundy serce zaciskało się z nadzieją, On przytaknął jedynie kiwnięciem głowy.
|
|
 |
|
zawróćmy, przecież zostawiliśmy tam szczęście.
|
|
 |
|
[2] - daj mi się o tym przekonać. - odparłam, a zanim zdążyłam się zorientować był już na tyle blisko, że prawie stykaliśmy się wargami. - to granica. - syknął, a ciepłe powietrze z Jego ust wydostało się na moją brodę. - mam Ją przekroczyć? - po czym nie czekając na odpowiedź, przyłożył zmarznięte palce do mojego policzka przyciągając mnie do siebie. Jego pocałunek na dobre ocieplił chłód tamtej grudniowej nocy.
|
|
|
|