 |
|
Kiedy los rok w rok nie rozpieszcza Cię
Życzę uśmiechu by... by oddalił lęk
Może dziecka bo nada życiu sens
By ktoś kochał Cię ktoś pokochał mnie
Ktoś pokochał mnie
|
|
 |
|
Tak dawno w nas ten ogień zgasł
Samotne szeptem dłonie
Chłód spowił czas i w oczach blask
Życzę spokoju w głowie nam
|
|
 |
|
Bogu na złość zgubiłam cel
Chyba mi z tym wygodnie
Przeklęłam stres on zmieniał mnie
Oddycham dziś swobodnie
|
|
 |
|
Znaczyłam mniej, myliłam się
Znów nie wiem co jest ważne
Dzień tak za dniem ucieka gdzieś
Wszystko to niepoważne
|
|
 |
|
Pragnąłeś zmian ogromem ran
Chwilami szczęście liczę
Roku bez łez ukoić gniew
Kochanie tego życzę nam
|
|
 |
|
Kruchy jest czas nie ma już nas
Rysuję pamięć Tobą
Nie taki sam osobno lecz
Idę już swoją drogą
|
|
 |
|
Ile jeszcze trudnych chwil, ile jeszcze w życiu piekła, ile jeszcze trzeba sił aby przeciwności przetrwać.?
|
|
 |
|
Znasz to uczucie, gdy nie wierzy w ciebie nikt? Gdy nie wierzysz w siebie sama..?
|
|
 |
|
Czy tęskniłabyś za mną, gdybym wyszedł i nie wrócił? Gdybyś nie mogła mnie znaleźć wśród innych ludzi? Wśród twarzy, wśród dłoni, wśród osób? Jak szybko byś zapomniała jaki mam kolor oczu? Jaki mam odcień włosów? Jak szybko bije mi serce? Gdybyś miała mnie nie zobaczyć, co zrobiłabyś w przed dzień? Co byś mi powiedziała kiedy bym zakładał kurtkę? Byś pocałowała w usta mnie z nadzieją, że wrócę?
|
|
 |
|
i życie kopie w dupe zbyt często za mocno.
|
|
 |
|
Czyż musiało tak być, że to, co tworzy szczęście człowieka, stało się znów źródłem jego cierpienia?
|
|
 |
|
Kiedy przychodzi pora, by się poddać, przyznać, że to po prostu beznadziejny przypadek? Nadchodzi moment, kiedy miarka się przebiera Kiedy jesteśmy już zbyt zmęczeni, by dalej walczyć. Więc poddajemy się Wtedy zaczyna się prawdziwa praca. Znalezienie nadziei tam, gdzie wydaje się, że nie ma jej ani trochę.
|
|
|
|