 |
Ci mali i duzi - intruzi, którzy z butami cisną w życie innych ludzi, każdy potworny wstręt we mnie budzi.
|
|
 |
pieprzę ten sentymentalizm, to jest emocjonalny kanibalizm.
|
|
 |
Śnią mi się sny, w których zostaję sam. Bo Ci, których kocham nie chcą mnie znać Ci, których znałem odeszli w niepamięć.
|
|
 |
My za niczym nie gonimy, olewamy wyścig szczurów. Śmiejemy się prosto w twarze samolubnych królów.
|
|
 |
Gram fair mimo, że życie jest niesprawiedliwe, strzeż się noży w plecach i dwulicowych dziwek.
|
|
 |
Ty podajesz mi dłoń, a ja chwytam ją w ciemno.
|
|
 |
Pewnie teraz się złościsz, że nie masz tutaj wstępu, gramy rap, Ty jak chcesz to weź sobie to shejtuj.
|
|
 |
Ty życzysz mi źle, ja piję Twoje zdrowie.
|
|
 |
W twarz pluć debilom, którzy są tu jak masz hajs i luz. Znikną za chwilę jak zabraknie stów.
|
|
 |
Chodzi o coś więcej, chodzi o całokształt. Ten świat się prosi o ofiarnego kozła. Ile można znosić to i w czego imię? Jak nie będzie Tedego jego hip-hop nie zginie. Dziś chcę się wynieść stąd i życie zmieniać, ale nic z tego ziom, do widzenia.
|
|
 |
Ej, co prawda to prawda, to było dawno. Dziś jesteśmy skłóceni jak dawna Solidarność. Cała tamta robota dawno poszła na darmo, ale wiem że jeszcze można jakoś to ogarnąć. Czuję jak ściska mi gardło, jest mi szczerze żal, bo szczerze wierzę, że można i że się da. Tylko takich jak ja z czasem ubywa, bo ja wierzę w ideały choć mnie kurwą nazywasz. Wybacz, chyba już nie chodzi dawno o Turbo, bo do dziś to przełknęło Twoje podwórko.
|
|
 |
A realia tu są nad to bolesne, nie ma szans na to, że będzie jak wcześniej. Kurwa, ja nie śnię, to nie sen, to jawa. To nie jest ten rap i to nie ta Warszawa. I to nie jest ten hip-hop, który budowaliśmy, bo stawiamy dziś mury z nienawiści.
|
|
|
|