 |
|
Wciąż Cię dotykać, mówić co do Ciebie czuje. Słuchać co Ty mówisz, wiedz, że tego potrzebuję.
|
|
 |
|
Nie chcę tak żyć wciąż czekając na Ciebie, nocami umierać od myśli czy jeszcze się kiedyś odezwiesz.
|
|
 |
|
I nie pytaj mnie czy wszystko gra, bo jestem tak wkurwiony, że kurwa mać.
|
|
 |
|
Tracę go i kurwa nic nie mogę z tym zrobić. /wezniepierdol
|
|
 |
|
To znowu wróciło, ale przyjebało mi w mordę dużo mocniej niż zazwyczaj.
|
|
 |
|
Za cierpienia, które wykańczają mnie każdego dnia, za łzy, które przesiąkają każdą część mojej poduszki w nocy, za bóle, które zabierają wszystkie moje siły. Za wszystko, co złego mnie spotkało. Za pogardę, za poniżenia i upokorzenia. Za pusty śmiech i nieszczerość. Za to, co najbardziej chciałabym zapomnieć - Dziękuję.
|
|
 |
|
Kolejny raz zaczynam tę grę, z powrotem w samochodzie. Dalej, dalej, drogi coraz węższe, coraz bardziej kręte, wspinające się od wybrzeża, po raz ostatni ocean. A potem już tylko góry. Moje zamknięte oczy, moje ręce na piersiach. Niczego więcej nie widzieć, jeszcze tylko czuć. Lekki ból gdzieś w środku mnie, cudownie łagodny, jeszcze tylko szept, pełen przekonania - będzie tam, znajdę go. Cisza, teraz nareszcie cisza. /sstrrachsiebac
|
|
 |
|
Zobaczyłam Cię na ulicy, jak zwykle zatrzymałeś się by zapalić papierosa. Wyciągnąłeś z kieszeni zapalniczkę i coś we mnie drgnęło tu, koło serca. Zapalniczka zazgrzytała i wykrzesała ogień, gorący niczym ten, który rozgrzewał nasze ciała. Wziąłeś papierosa do ust i zaciągnąłeś zawiesisty dym prosto w płuca. I zauważyłeś mnie, na twojej twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek. Papierek węglił się coraz bardziej, już nie wiedziałam jak długo trwała ta chwila, aż w końcu papieros wypalił się. Cisnąłeś petem o ziemię. Moje serce roztrzaskało się na chodniku. Przydeptałeś je jak naszą miłość, jak peta na chodniku. /sstrachsiebac
|
|
 |
|
Ile razy z sił opadłeś nie wiedząc co dalej. Widząc kolejne przeszkody przed oczami masz zamęt.
|
|
 |
|
Możesz próbować najmocniej, zrobić, co się da i powiedzieć, co się da, ale czasem ludzie po prostu nie wracają.
|
|
 |
|
“Więc proszę weź oszczędź mój czas i spływaj. Rozmawiało się uroczo, ale jest już taryfa. Sama ją zamówiłam, bo tak ciemno na dworze. Zaraz! Ja nie wychodzę. Myślałam o tobie.”
|
|
|
|