 |
|
koniec jest martwy i ulepiony ślepą pustką, skreślam wyrazy ale nie wiem czy nie jest za późno
|
|
 |
|
po cichu jak śmierć, która patrzy ze strychu
|
|
 |
|
noc, a księżyc chyba płacze deszczem dzisiaj
|
|
 |
|
zanikam, parują łzy w atramencie jutra
|
|
 |
|
chcemy nadziei skazani na porażkę w świecie poemy odzianym czarnym zamszem, w tej kadencji tonie wielbią szczęściu, my, kwiaty na betonie których nie zdepczesz
|
|
 |
|
to było płytkie, kruche, udawane, no a życie jest szybkie, więc już pozamiatane, to nie było nam pisane, niestety
|
|
 |
|
jeśli mam coś ciąć, to wspomnienia, bo to co między nami, dla mnie jest już bez znaczenia
|
|
 |
|
czujesz ból? no to dzwoń po lekarza, ja dzisiaj nie czuję nic, a ciebie to przeraża
|
|
 |
|
nas nie ma już dawno, nie będzie już nigdy, mam blizny, bo parę chwil pokłuło jak igły
|
|
 |
|
nosiłem w sercu nas, twoją na zdjęciu twarz, ale dziś to nieważne, bo sens już zgasł
|
|
 |
|
krzywy kręgosłup, bo życie nie jest proste i kopie cię po dupie coraz częściej, jeszcze mocniej
|
|
|
|