 |
|
Sobie k艂贸d nie rzucam pod nogi, wysz艂am - nie wchodze do tej samej wody.
|
|
 |
|
Dziele na p贸艂, wiele dziele na p贸艂. Ja i Ty ca艂o艣膰 - jak rado艣膰 i b贸l.
|
|
 |
|
P艂acz, walcz, zr贸b wiele pr贸b. Tw贸j 艣miech chce s艂ysze膰 zn贸w 馃挅
|
|
 |
|
Zamach na nas dwoje, my oboje winni wojen.
|
|
 |
|
Grad, deszcz, huragan s艂贸w. Milcz, wrzeszcz, ale b膮d藕 tu !
|
|
 |
|
Zamach na nas dwoje, a my winni po po艂owie.
|
|
 |
|
Strach przed samotno艣ci膮 rz膮dzi艂 mn膮 bardzo d艂ugo. Wreszcie postanowi艂am stawi膰 mu czo艂o i przesta膰 si臋 maza膰. Najpierw o艣wieci艂a mnie my艣l, 偶e jednak lepiej by膰 samej ni偶 z byle kim. Potem zda艂am sobie spraw臋, 偶e m贸j czas jest ograniczony. Prawda jest taka, 偶e wi臋kszo艣膰 rzeczy mo偶e zdarzy膰 si臋 TERAZ albo NIGDY. Teraz graj膮 w kinie film, kt贸ry chc臋 zobaczy膰, teraz w lesie rosn膮 grzyby, teraz spad艂 pierwszy 艣nieg, kt贸ry chc臋 ogl膮da膰 na drodze. Teraz mam czas, si艂臋 i fundusze na to, by podr贸偶owa膰. Je艣li b臋d臋 czeka膰 na towarzystwo, moje TERAZ minie bezpowrotnie. Nie p贸jd臋 na ten film, nie sp臋dz臋 tego dnia w g贸rach ani nie wybior臋 si臋 w t臋 podr贸偶. To nie znaczy, 偶e przesta艂am si臋 ba膰. To znaczy, 偶e warto ruszy膰 w podr贸偶 mimo l臋ku.
|
|
 |
|
Urodzi艂am si臋 z ogromn膮 potrzeb膮 czu艂o艣ci i straszliw膮 potrzeb膮 jej dawania.
|
|
 |
|
Chcia艂abym wreszcie wyrzuci膰 z siebie wszystko to co boli. Chcia艂abym powiedzie膰 Ci, co tak na serio czuj臋. To Ty od pewnego czasu jeste艣 najwa偶niejszym szczeg贸艂em, w tym pieprzonym 偶yciu, 偶e jeszcze nikt nie zamiesza艂 mi tak w sercu i nikogo ust nie pragn臋艂am tak bardzo jak Twoich. Wiem jak jest, ja jestem tu a Ty tam, chocia偶 dzieli nas tak wiele to co艣 jednak cholernie przyci膮ga, z ka偶dym dniem coraz bardziej. Boli mnie 艣wiadomo艣膰, 偶e mo偶e pewnego dnia staniesz si臋 tylko jednym, z tych sn贸w, 偶e pewnego dnia podzi臋kujesz za wszystko i odejdziesz bez wyja艣nie艅.
|
|
 |
|
Je艣li nie zd膮偶ymy si臋 pozabija膰, wyjd臋 za Ciebie za m膮偶.
|
|
 |
|
Jeste艣 pierwsz膮 osob膮, kt贸rej powiedzia艂am o sobie wszystko z w艂asnej, nieprzymuszonej woli.
|
|
|
|