 |
|
i widząc powtarzające się liczby na zegarku podświadomie utożsamiam je z Twoją osobą mając nadzieję, że może naprawdę o mnie myślisz.
|
|
 |
|
idąc ulicą marzę aby spotkać Cię, aby wpaść w Twoje tak dobrze znane mi ramiona, lecz wiem, że to niemożliwe. Ciebie już tu nie ma. jesteś stamtąd czyli znikąd.
|
|
 |
|
nie, nie zakochałam się w Tobie. zakochałam się w facecie, którego ukrywasz pod powłoką chamstwa i nieszczerości. którego nosisz w sercu i ujawniasz tylko przy mnie. który poleciałby za mną w ogień. który kocha mnie swoją skomplikowaną i dziwną miłością.
|
|
 |
|
i wtedy myślałam, że parzysz tak na wszystkie, teraz wiem, że było to spojrzenie mówiące wiele o tym kim jesteś, w głębi, w głębi serca.
|
|
 |
|
i dlaczego nie mogę wyperswadować z głowy Twojego uśmiechu przeznaczonego tylko dla mnie?
|
|
 |
|
czemu, kiedy po większym czasie z kimś rozmawiamy, pytają nas o "sprawy sercowe"? dlaczego nie mogą zapytać o zdrowie, o szkołę? jakby smutek w oczach ich nie satysfakcjonował.
|
|
 |
|
i znów głupie serce myślało, że tym razem to ono zwycięża nad rozumem. jak zwykle się myliło.
|
|
 |
|
i nie powiem Ci, że kocham cię na zawsze, bo to nie prawda. kocham Cię teraz w tym momencie i nikt nie wie co będzie później, za miesiąc, rok...
|
|
 |
|
żyję kłamstwem, że może jeszcze kiedyś powiesz, iż jestem najważniejsza.
|
|
 |
|
i niczego tak bardzo nie zapamiętałam jak Twojego zapachu, który czuję gdy tylko uporczywe wspomnienia postanawiają dalej zakrzątać mi głowę.
|
|
 |
|
mam dosyć ciągłego oszukiwania się, że wszystko będzie dobrze, bo chujnia, dopóki nie wrócisz dopóty będzie źle i tyle. dziękuję.
|
|
 |
|
połączmy mój ból i Twoje zobojętnienie. mamy gotową receptę na chorą miłość.
|
|
|
|