 |
|
dotychczas wychodziłem co noc. wszystko dobrze, póki się chodzi. byle nie usiąść, bo wtedy sufit spada na głowe.
|
|
 |
|
no i spluwam na przeszłość, bo jak wiesz mam swój powód
|
|
 |
|
a skończyło się jak zwykle, pierdolone fatum
|
|
 |
|
w kościele co niedziele po mojemu to nic nie da, albo tarzać się po wódzie i pod blokiem gardło zdzierać,
mam większe pragnienia trudno zrobić coś z niczego
|
|
 |
|
żeby była, żeby chciała być, żeby nie zniknęła
|
|
 |
|
szukaj mnie na szczycie, kij w oko tym co patrzą zawistnie!
|
|
 |
|
tyle bólu. tyle bólu, który tak wielki, za wielki, żeby go można odnaleźć w tych słowach.
|
|
 |
|
jestem zagmatwany w sobie do obłędu
|
|
 |
|
jestem zagmatwany w sobie do obłędu
|
|
 |
|
część życia to czekanie. na przykrość, na przyjemność, nie wiadomo na co.
|
|
 |
|
jak Ci nie wstyd milczeć mi prosto w serce?
|
|
 |
|
a w duszy mej pogrzeby bez orkiestr się wloką
|
|
|
|