 |
|
od wczoraj znowu śnieg mi zasypuje wszystkie marzenia, papiery i miasto, skręcone sznurkiem nerwów. następuje zima na wszystko.
|
|
 |
|
nie daje wiary i w niczym nie daje sobie rady i wszystkim daje do myślenia, więc daje ci słowo, że nie ma mowy, że nie ma rady, że nie ma sensu, że nie ma tu do kogo ust otworzyć i że jednak dano nam tylko słowo do wyboru.
|
|
 |
|
nawet jeśli zepsuję wszystko inne jak zwykle, to jak tylko przyjdziesz, ten cały ból zniknie
|
|
 |
|
zostawiasz za sobą dotychczasowe błędy, to ma być całkiem nowe perfekcyjne ognisko
|
|
 |
|
wszystkim chciałbym być, wszystko przeżyć, połączyć w sobie najdziksze sprzeczności, aż pękłbym wreszcie.
|
|
 |
|
mijają tygodnie, jednego dnia jest lepiej, innego gorzej, jakoś się plecie. nie najlepiej, ale jakoś. tylko niczego nie da się zapomnieć. po prostu nie da.
|
|
 |
|
można milczeć i milczeniem ranić kogoś.
|
|
 |
|
i wiem, że nie nauczyłem jej niczego oprócz bycia suką
|
|
 |
|
i chyba jest ciemno i on miał tu ze mną być
|
|
 |
|
cały dzień chlania browarów otwiera Cię dużo bardziej niż ciepłe dłonie psychoterapeuty albo wspólny różaniec
|
|
 |
|
bo chcę z tobą poprzebywać. jeszcze parę dni. za wszelką cenę. pomimo, że mnie
bez przerwy okłamujesz. w sumie, to okłamuj mnie dalej. wciskaj mi najgorszy kit na
świecie. nie chcę nic oprócz twoich farmazonów. oprócz twoich bajek. oprócz twojego
udawania dorosłej. szukania dziury w całym. pragnę, byś mnie bez przerwy wkurwiała.
|
|
|
|