 |
|
kupiłem wczoraj sobie czarne super okulary, które zasłaniają moje oczy.
teraz mogę trochę śmielej oszukiwać, tylko trochę.
jestem trochę frajer; wiem, taki superfrajer.
|
|
 |
|
* Noszę w kieszeni śmierć, pieszczę ją między palcami, wygładzam, naciskam czułe punkty.
|
|
 |
|
Tylko czasami chwyta mnie straszny lęk, boję się panicznie, tylko nie wiem czego. Wtedy wydaje mi się, że zaraz umrę albo zwariuję. Rzeczywistość jest bańką mydlaną. Gdy mocniej odetchnę, wszystko zniknie. Prawdziwą zmorą jest brudna, pokrwawiona strzykawka. To, co po nas zostaje. I jakiś żal w sercach najbliższych. Po wielkiej pustce, jaką im stworzyliśmy.
|
|
 |
|
Mijam delikatnie morfinowe słupki, kompotowe drogowskazy. Dojdę tam sama, w wielkiej dojrzałej samotności.
|
|
 |
|
Ma wspaniałe oczy, bez źrenic.
|
|
 |
|
I ja, wielka, ważna gówniara, która była sama dla siebie idolem.
|
|
 |
|
Niby wszystko takie proste, wszystko ma swoje określone miejsce. Tylko, że ja nic z tego nie rozumiem albo rozumiem, kiedy jest już za późno.
|
|
 |
|
Będą mi zabierać spokój w chwilach szczęścia, przypominać koszmary w snach.
|
|
 |
|
Świat jest słodki. Mamy buntowników, ateistów i słońce jak z kiepskiego landszaftu. Sprzedajemy się za 7.99, wszyscy mamy depresje i radośnie podcinamy sobie żyły zardzewiałą żyletką.
|
|
 |
|
Mogę być twoim zbawieniem w różowym gorsecie, Jezusem, nirwaną i czekoladowym buddą. A świat będzie się dalej kręcił w rytm piosenek o zabijaniu.
|
|
 |
|
Brak. Zapachu cytryny albo czyichś oczu. Znajomego głosu, kiedy podnosisz słuchawkę, czegoś czego się nigdy nie otrzymało, choć zostało obiecane. I wszystkich spojrzeń znad niewypitych filiżanek kawy.
|
|
 |
|
Wysupłuję z włosów niepotrzebne myśli. Sprawy niedokończone mocno wplotły się między kosmyki i czekają ze skrzynką pełną różnokolorowych koralików, iluzji i pragnień.
|
|
|
|