 |
|
i wiesz co jest najgorsze? to, że cie kocham a nie mogę z tobą być .
|
|
 |
|
w głośnikach pezet , na biurku historia a w głowie On .
|
|
 |
|
Chyba nie ma nic gorszego, niż bycie samotnym we dwoje.
|
|
 |
|
Nie gryzę. Jeśli nawet, to obiecuję, że będzie Ci się podobać.
|
|
 |
|
Tak często mam ochotę wyłączyć się z tego świata. Odejść, nie pozostawiając po sobie żalu. Z daleka od tych kłamstw, chamstwa, zdrad i fałszu, od tych jebanych uczuć, które tak bezlitośnie ranią ludzi. W takich chwilach zatracam się w muzyce, bo tylko ona rozumie ból.
|
|
 |
|
Żałuję, że nie odeszłam, gdy byłam jeszcze silna.
|
|
 |
|
Zmiana na złe i na jeszcze gorsze.
|
|
 |
|
Nie mów, że jestem Twoim aniołem. Bo nie jestem. Anioły nie mają przecież chandry, gorszego dnia, zmarszczek, czy okresu.
|
|
 |
|
Potrzebuję ramienia by się wypłakać. Albo usnąć na nim. I Ty nim jesteś, takim ramieniem.
|
|
 |
|
Wbiegłam do szpitala całkiem zdezorientowana. Nie byłam świadoma tak wielkiego niebezpieczeństwa i stanu w jakim był tata mojego przyjaciela. Zauważyłam rodzinę czekającą aż przywiozą go z badań. Po chwili, zauważyłam jak prowadzi go 3 lekarzy. Delikatnie usadowili go na łóżku i zaczęli przekłuwać żyły. Podbiegłam do niego mocno go przytulając a zarazem czując ukłucie szczęścia, że będzie w porządku. Nie wyglądał, źle wręcz przeciwnie. Lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.-zawsze będziesz moja córko-wyszeptał ledwo słyszalnie. Nie był moim ojciec, jednak ja go tak traktowałam, byłam traktowana jako część rodziny.-teraz już mogę umrzeć- spojrzałam z zaszklonymi oczami na niego, przymknął powieki, a w tym czasie maszyny na których się nie znam zaczęły pika na cały szpital. Lekarze uznali zgon. Serce stanęło. A ja usłyszałam tylko krzyki i wrzaski. Straciłam kontakt ze swiatem. Straciłam świadomość, straciłam cześć duszy, część rodziny...
|
|
 |
|
Dokąd idą Ci, którzy już nigdy nie wracają?
|
|
 |
|
Trochę cięższy oddech, trochę szybsze bicie serca, trochę więcej szczęścia.
|
|
|
|