 |
fuckingreality.moblo.pl
oczywiscie obowiazkowo ja :
|
|
 |
|
naprawdę sobie nie radzę , czuję się okropnie , nie potrafię tego opisać . każdy kolejny dzień jest coraz cięższy , dźwigam w sobie tonę tęsknoty która ciągle przewraca mnie na glebę . kocham tak mocno aż serce pęka i krzyczy 'dość' . nie pociągnę tak dłużej już za dużo w sobie dźwigam . boję się , że któregoś dnia się poddam.. przegram życie które mam całe przed sobą , życie które chcę wykorzystać do granic możliwości. właśnie CHCĘ ale nie dam rady bo już czuję , że jedną nogą jestem po drugiej stronie . jak mam normalnie funkcjonować skoro jego już nie ma? jak tu żyć bez najważniejszej osoby w swoim życiu.. bez osoby za którą wskoczyłoby się w ogień bo miłość do niej jest tak wielka , że nie mieści się w sercu tylko pruje go i rozkleja na wszystkie strony./ grozisz_mi_xd
|
|
 |
|
`Zapomnieć. Takie proste słowo. Gdyby część jej mózgu potrafiła od tak, po prostu wymazać informację bez śladu. Tak Jak zapomniała o drobiazgach: wysłaniu życzeń, oddaniu książki do biblioteki, kupieniu pasty do zębów podczas zakupów w supermarkecie. Z wielkimi wydarzeniami nie jest już jednak tak łatwo. Wyryły się w pamięci na zawsze. Żyją w tkankach mózgu, pod skórą, we krwi. Zwinięte w kłębek, drzemią w nieświadomości, do czasu, aż coś je zbudzi. Ni stąd ni zowąd wspomnienia ożywają, wypełniając głowę obrazami przeszłości.`
|
|
 |
|
Być może to właśnie tak ma wyglądać. Może to było częścią wielkiego planu opisanego już z góry? Może, byłam skazana na powrót do rodzinnego miasta. Do miejsca gdzie wychowywał mnie i moich znajomych rap. Wracanie na noc do pustego domu, dbanie o siebie samą. Skazana na samotność, choć nie chodzi o brak towarzystwa. Każdego poranka wstać, mijając tyle zabieganych i obojętnych twarzy. Zatrzymując się na moście wpatrując się z wodne odbicie znajomej-nieznajomej. Tak się właśnie czuje. Twarz jakby znajoma i rozpoznawalna, ale nie znam osoby w odbiciu. Chyba nikt ważny, bo pamiętałabym. Może mam w każdej minucie dostawać upomnienia, ze należy pamiętać o moich błędach i porażkach. Może dni mając być monotonne, może usilnie zmieniałam to co było z góry mi przyznane. Moze mam byc chodzącym trupem. Moze tak właśnie powinno być, w końcu to akceptuje, powoli rozumiem.
|
|
 |
|
Wiesz jakie to uczucie, gdy siedzisz samotnie na cmentarzu słysząc wybijającą na głównym zegarze północ? Najpierw przechodzi Cię dreszcz, później odczuwasz chłód. Dokładnie dopinasz każdy guzik, każdy zamek, myślisz, ze to przez wiatr, mimo, że noc jest ciepła, a szum drzew nie dociera do twojego zasięgu słuchu. Próbujesz się wygramolić na najwyższe miejsce tutaj. Siadasz na nagrobku obserwując mrok. Wyciągasz schowany sztylet, bo może jednak się przyda. Odwijasz z futerału na ostrzu zamykasz dłoń, obracając nim a przy tym pre medytacyjnie się kalecząc. Z dolnego przedziału słyszysz krzyki, śmiechy i dostrzegasz płomyk. Sekta. Dokładniej, sataniści. Pewnie dopadli bezbronne zwierze, pewnie znowu je powiesza na drzewie wypatroszone, znowu namalują na pomnikach odwrócone krzyże. Znowu będą chcieli Cię dopaść, znowu się zastanawiasz. Destrukcyjny moment, wejść w samo piekło czy sie wycofać? Dac się zabić, czy zrobić to samemu? Wrócę jutro, pewnie będą. Pewnie poczekają, w końcu dopadną
|
|
 |
|
Minął kolejny miesiąc. Wstając rano z łóżka nie myślę już o smutku, śmierci, tęsknocie, bólu czy nawet Tobie. Myślę o tym, że pora rozpocząć nowe znajomości, spakować resztę zeszytów, na szybko odrobić zapomniane zadanie, odpisać na witającego mnie sms'a od kolegi. Odsłonić firankę, otworzyć okno i podpierając się na rękach wyłapać pojawiające się promyki słońca. Nowe życie mi się podoba, podoba mi się świat bez Ciebie, bez kłótni, bez bliższych wrogów. Świat bez bólu i dni w których nie budzę się z łzami na policzkach. To nie to samo, to coś więcej. To coś lepszego, to jest ten przełom życia, któremu nie pozwolę odejść.
|
|
 |
|
To nawet nie jest tak, ze ja po prostu poddałam się wpływowi otoczenia i presji wywartej przez pewne osoby. Decyzje podjęte rozważnie i przemyślanie. Nie mogę powiedzieć że uciekłam od ludzi, bo to by było kłamstwo. Kochałam te wszystkie mordki które witały mnie, gdy tylko wbiegłam do klasy, spojrzenia, zawierające ciepło i okazujące zmartwienie przy wyczuciu moich chwil słabości. Gestów pozwalających przetrwać kolejne sekundy. Nie uciekłam przed nauczycielami, nie byli źli. Surowi i wymagający lecz cudowni i pomocni. Nie uciekłam od drużyny. Mimo, ze nie potrafiłam się porozumieć z reszta składu, szanowałam ich wszystkich, mimo, że trener dawał mi największy wycisk, dzięki niemu zaszłam tak daleko. Nie uciekłam od wspomnieć, to podświadomość, jej nie wyrwę z wnętrza i nie porzucę w pierwszym napotkanym koszu na śmieci. Jeśli przed czymś uciekłam to tylko przed sobą samą, odnosząc marny i nie do końca dobry skutek aczkolwiek nie powiem, że nie próbowałam i nie nazwę tego błędem.
|
|
|
|