 |
|
Swoim ciałem ochronię Cię w tę noc, która cierpieniem chce Nas otulić./mr.lonely
|
|
 |
|
Tęsknię tak strasznie, że zwijam się z bólu choć paradoksalnie wciąż mam nadzieję, że gdzieś tutaj jesteś, że patrzysz na mnie i krzyczysz z nadzieją, że usłyszę, lecz ja nie mogę zrobić nic. Wpatruję się przed siebie, wierzę, że ujrzę Twoją twarz w tłumie, lecz widzę tylko szarych ludzi, tych samych, których mijam każdego dnia. W każdym z nich szukam Ciebie. Jestem idiotą, który ubzdurał sobie, że będziesz przy Nim zawsze. Zastanawiam się, czy kiedyś Cię spotkam. Nieważne, kiedy, po prostu chciałbym wiedzieć czy taki dzień nadejdzie, czy nie miniemy się gdzieś na ulicy niezauważeni, czy może połączy Nas autobus, do którego wbiegniemy w pośpiechu by zdążyć na ostatni wykład.Chciałbym to wiedzieć,chciałbym tak bardzo,choć nie wiem nawet czy Ty mnie kochasz, czy kiedykolwiek kochałaś,czy byłem dla Ciebie KIMŚ,a może tylko SNEM,z którego się obudziłaś i do którego nie chcesz wracać.Nie wiem,chcę tylko wiedzieć,czy Cię zobaczę,by przypomnieć sobie przez kogo nie sypiam od miesiąca./mr.lone
|
|
 |
|
2. Wydaje mi się, że zbyt szybko odkryliśmy siebie, dlatego dziś milczysz widząc mnie na ulicy. Ja sam powinienem zawalczyć o tą miłość, ale jak to zrobić, skoro znam Cię tak dobrze? Skoro wiem, że już niczym Cię nie zaskoczę, bo wykorzystałem wszystkie możliwe szanse? Chciałbym cofnąć czas, lecz tylko o kilka miesiący, do momentu, w którym obnażyliśmy przed sobą własne uczucia, do momentu, gdy stanąłem przed Tobą z sercem w dłoniach i powiedziałem 'ono jest Twoje, zrób z Nim co chcesz, zachowaj, lub zdepcz'. Gdybym cofnął czas, nie oddałbym Ci go w całości. To był zły krok. Powinienem najpierw spróbować być z Tobą, a później pokazać wnętrze, które teraz tak cierpi, bo nie ma Ciebie przy mnie./mr.lonely
|
|
 |
|
1.Byłaś nieodłączną częścią mojego świata, razem tworzyliśmy jedną, idealną kompozycję, której zachwiać nie był w stanie nawet najsilniejszy podmuch wiatru. Nie potrafiłem nie wypowiedzieć Twojego imienia, kiedy ktoś zapytał mnie czym jest dla mnie szczęście. Szliśmy przez życie pełni planów i nowych postanowień, przy których te noworoczne były tak błache. Piliśmy razem wino w każdym możliwym miejscu miasta i zaciągaliśmy się zapachem naszej miłości, który ulatniał się nad naszymi głowami w każdej sekundzie, gdy byliśmy przy sobie. Nie umiałem przeżyć jednego dnia bez Ciebie. Wciąż zastanawiałem się co robisz, gdy byłaś daleko, a wtedy czułem wibracje telefonu z wiadomością, że u Ciebie wszystko wporządku. Rozumieliśmy się bez słów, choć inni nie wierzyli, że para nastolatków może być ze sobą tak silnie związana. Do teraz nie rozumiem jak to wszystko mogło się rozpaść, przecież dawaliśmy z siebie sto procent, a nawet więcej. Wiesz, tak myślę, że chyba to było za dużo.
|
|
 |
|
Oddaliliśmy się od siebie. Jednak dlaczego? Wytłumacz mi. Kiedyś, każdego dnia czekaliśmy na tą rozmowę wieczorem, rano, a może czasem w południe gdy złapiemy się na GaduGadu. Dziś? Twoje wiadomości nie są już przepełnione smutkiem, a szczęściem, bo w końcu odnalazłaś swoją miłość - kogoś kto powoduje, że każdego dnia się uśmiechasz. Chcesz naprawić nasz kontakt, próbujesz - piszesz, a czasem dobijasz się kilkoma wiadomościami do mnie. Jednak to nie to samo - nie to co kiedyś. Kocham Cie, Siostrzyczko... / niefartowny
|
|
 |
|
Cześć Braciszku. Dawno mnie u Ciebie nie było już pięć dni - przepraszam. Nie mogłem pozbierać swoich myśli i się ogarnąć. Nie będę Ci znów opowiadał jak jest chujowo, niemiło i mi źle gdy nie możesz mi powiedzieć nawet - spierdalaj - gdy zacznę przynudzać. Długo mam jeszcze czekać stary aż się obudzisz? Rusz ręką, otwórz jedno oko, rusz nogą, palcem - zrób cokolwiek bym wiedział, że mnie słyszysz, kurwa. że nie mówię jak idiota do siebie. / niefartowny
|
|
 |
|
Zakochalem się w momencie, gdy pierwszy raz dotknęłaś mojej dłoni na przejściu dla pieszych, już wtedy wiedziałem, ze To nie jest przypadek, że jesteś Aniołem, którego ktoś postawił na mojej drodze byś prowadziła mnie przez życie pełne pułapek, których sam nie potrafiłem pokonać./mr.lonely
|
|
 |
|
"Jestem sam. Sam tutaj i sam na świecie. Sam w sercu i sam w głowie. Sam wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sam w Rodzinie, sam z przyjaciółmi, sam w Pokoju pełnym Ludzi. Sam, kiedy się budzę, sam każdego koszmarnego dnia, sam, kiedy w końcu nadchodzi ciemność. Jestem sam na sam z przerażeniem. Sam na sam z przerażeniem. Nie chcę być sam. Nigdy nie chciałem być sam. Kurewsko tego nienawidzę. Nienawidzę tego, że nie mam z kim porozmawiać, nienawidzę tego, że nie mam do kogo zadzwonić, nienawidzę tego, że nie mam nikogo, kto potrzyma mnie za rękę, przytuli mnie, powie mi, że wszystko będzie w porządku. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo, z kim mógłbym dzielić nadzieje i marzenia, nienawidzę tego, że przestałem mieć nadzieje i marzenia, nie znoszę tego, że nie mam nikogo, kto powiedziałby mi, żebym się trzymał, że jeszcze kiedyś je odnajdę."
|
|
 |
|
Mówił, że zabiła się przez niego, że będzie miał ją na sumieniu do końca życia. Nie wiedział wtedy, że był jednym z wielu, a ona po prostu nie umiała wybrać./mr.lonely
|
|
 |
|
[1] Wracałem późną nocą prawie pustym tramwajem do swojego mieszkania. Wpatrywałem się w obraz, który malował się za szybą wsłuchując się w słowa Hipotonii, które towarzyszyły mi przez całą drogę na słuchawkach. Nie spostrzegłem nawet gdy przybliżyła się do mnie siadając obok - zsunęła mi słuchawki na szyję. - Kur. - nie dokończyłem na widok jej uśmiechu. - Cześć Dawidku. - nie przestawała się uśmiechać, a moje usta odmawiały współpracy milcząc gdy próbowałem coś z siebie wydusić. Miałem wrażenie jakbym zobaczył ducha. - Ile to już lat minęło, siostrzyczko? - wydusiłem z siebie, przytuliłem ją mocno do siebie po czym poczułem spływające łzy na szyi, które płynęły z jej już nie roześmianych oczu.
|
|
 |
|
[2] . - Tak bardzo tęskniłam. - wyszeptała zalana łzami po czym oderwała się ode mnie by nasze oczy mogły ponownie się spotkać. - Co się z Tobą działo? Gdzie byłeś? Wróciłam - pytałam o Ciebie, o Sebastiana i chłopaków. Dzwoniłam do Sebastiana ale nie odbierał. Co z nim? – przerwałem jej zanim zaczęła pytać dalej. – Sebastian nie żyje. – wydusiłem po dłuższej chwili z siebie. Zanim zdążyłem złapać jej dłoń Ona już wybiegała zapłakana z autobusu krzycząc, że to niemożliwe. / niefartowny
|
|
|
|