 |
|
to nie amatorski układ, kolacja ze śniadaniem. to coś dla konesera, a ja jestem głównym daniem.
|
|
 |
|
charakteru się nie kupi, trzeba się z tym urodzić, a szacunek? szacunek zbierasz, kiedy nie zawodzisz.
|
|
 |
|
dawno chciałam stąd uciec, mieć wszystko w dupie, chyba tak zrobię, chociaż wiem, że to głupie.
|
|
 |
|
to odbicie, choć nieostre, to wydusiło szeptem, że nie ufasz sobie tak jak przedtem.
|
|
 |
|
już nie pamiętam twojej twarzy. może i dziwne. od kiedy zdjęcie pocięłam nożem i cyrklem. teraz twoje rysy na nim znaczą coś innego. posypane popiołem i skierowane w niebo.
|
|
 |
|
Kiedyś przecież wrócę. Wszyscy wracają kiedyś do miejsc, z których chcieli uciec. Brzęk kajdan, którymi skuty jesteś z drugim człowiekiem, milszy jest czasem od samotnej pieśni na drodze.
|
|
 |
|
w złym miejscu o złym czasie. witamy w piekle, gdzie telefon traci zasięg.
|
|
 |
|
odseparowani od niepotrzebnych, negatywnych dla nas kwestii. porozmawiajmy bez żadnych sugestii.
|
|
 |
|
wciąż cię propsuję, kiedy ktoś o ciebie spyta.
|
|
 |
|
codzienność jest okrutna. życie to prostytutka, a szczęście w kartach i miłości - chyba tylko Bóg ma.
|
|
 |
|
nie ma środków, są skutki. i duma poszła w pizdu. jak u prostytutki.
|
|
 |
|
So how do I say goodbye
To someone's who's been with me for my whole damn life?
You gave me my name and the color of your eyes
I see your face when I look at mine
So how do I, how do I, how do I say goodbye?
|
|
|
|