 |
|
myślisz, że nie cierpię, bo się nie skarżę, że nie mam uczuć, bo ich nie okazuję, że nie pamiętam, bo przestałam wspominać. czy to, że jestem silna i potrafię dobrze kłamać oznacza, że nie jestem człowiekiem?
|
|
 |
|
może jutro zniknę, lecz w tej sekundzie oddycham. o jutrze nie myślę, bo jeszcze przede mną dzisiaj.
|
|
 |
|
nagle z ust wyrwało się ciche "wyjebane mam". tak właśnie smakowała wolność.
|
|
 |
|
cześć. jesteś niezwykle uroczy. mogę usiąść obok i przez moment patrzeć w twoje oczy?
|
|
 |
|
ile to razy, przedziwne fazy niszczyły więzy dające azyl? dziś niewyraźne jak bohomazy. jednak akt rozstania wręcz parzył. gdy darzysz kogoś dużą sympatią - widzisz w nim swoją duszę bratnią. dzielisz swój czas. raczysz gadką. w końcu któraś jest tą ostatnią.
|
|
 |
|
wystarczy kilkanaście wiosen, aby zacząć widywać się z chaosem.
|
|
 |
|
wiesz. mam chwilę akurat, żeby wykonać ruch. wcześniej milczałam. po prostu było mi szkoda słów.
|
|
 |
|
nalej. to noc żywych zwłok, chcę się tak najebać, żeby na pięć minut stracić wzrok.
|
|
 |
|
los to żart, ciągle wiatr wieje w twarz. nigdy w plecy. ciągle grasz, trwasz, ale nic już cię nie cieszy.
|
|
 |
|
moja pamięć krzyczy, wtedy mogłeś więcej. chwyta mnie za ramię i bierze wstecz. gdzieś robi to za często, ja za często tego nie chcę i wiesz co? to moje przekleństwo.
|
|
 |
|
„… bo umrzeć to zbyt mały powód, by przestać kochać.”
|
|
 |
|
Jakby Bóg właśnie dla ciebie zesłał anioła, który potrafi uratować cię przed całym złem. I nie wiesz, jak to jest być jej aniołem… Kochać ją, być dla niej zawsze, w każdej chwili, gdy umiera na raka. Nie wiesz, jak to jest spędzić dwa miesiące przy szpitalnym łóżku, trzymając jej rękę i kiedy lekarze widzą w twoim spojrzeniu, że ciebie godziny odwiedzin nie dotyczą. Nic nie wiesz o prawdziwej stracie, bo to się zdarza tylko, jeśli kochasz kogoś bardziej niż samego siebie. Wątpię, że pozwoliłeś sobie kogoś tak kochać.
|
|
|
|