 |
|
a gdy będziemy mieć po 80 lat, podbiegnę do Ciebie ze swoim balkonikiem i stwierdzę, że skoro nie żyliśmy razem to chociaż umrzeć powinniśmy wspólnie.
|
|
 |
|
najbardziej bawią mnie wiadomości od jakiś palantów, twierdzących że złamałam im serce. żalą się bardziej niż kobieta podczas napięcia przed miesiączkowego. płaczą bo ich 'unikasz'. a później będą twierdzić, że oni jako płeć brzydsza i ten cholerny podgatunek ludzkości, są zdecydowanie twardsi i nie wiedzą co to łzy. rzucają się jakbyś co najmniej obiecała im trójkę dzieci, biały dom i swoją cnotę w pakiecie. takie problemy to do biura skarg i zażaleń, nie do mnie.
|
|
 |
|
przez całe życie dążę do tego, aby leżąc na łożu śmierci, ze świadomością że za parę sekund skończę swój byt, potrafić śmiać się do rozpuku łez.
|
|
 |
|
Zawsze tak samo będzie mi trzeba Twojego pocałunku i oddechu na mojej szyi, zawsze tak samo będę za nim tęsknić i zawsze tak samo będę go pragnąć... |imagine.me.and.you|
|
|
 |
|
Biegłam przez park.Już napewno spóźniłam się na autobus.No nic.pomyślałam,pojadę pociągiem.Muszę zdążyć.to taki ważny dzień dla Niego.Ostatkiem sił,przez ogromny śnieg dostałam się na stację PKP,po czym szybo popędziłam na peron.Z pośpiechem wsiadłam i weszłam do pierwszego,lepszego wagonu.W ciemnym wagonie,przy oknie oświetlanym blaskiem księżyca siedziałeś Ty zasłaniając twarz ogromnym bukietem róż,ale od razu Cię poznałam.Usiadłam obok Ciebie.Ty wręczając mi piękny bukiet i kubek gorącej czekolady powiedziałeś:-wiedziałem,że nie zdążysz mała i zmarzniesz.Powiedział całując mnie w czoło. |imagine.me.and.you|
|
|
 |
|
Stanął przede mną i wpatrując się we mnie upadł na kolana. -Co ty robisz, zwariowałeś? Zaczęłam Go podnosić. Bezskutecznie. -no wstawaj. - nie wstanę i już. powiedział tym szarmanckim głosem który tak kochałam. -wszyscy się na nas patrzą. mówiłam ze śmiechem. -mnie to nie przeszkadza i tak nie wstanę dopóki nie powiesz, że chcesz ze mną być..już na zawsze, już do końca. -ale co ty mówisz, przecież jesteśmy razem i mi się ani śni cię opuszczać. mówiłam ciągnąc Go za rękę. -ale powiedz że tak będzie. mówił ze łzami w oczach, grzebiąc w kieszeni i wyciągnął piękne, aksamitne, krwistoczerwone pudełeczko i patrząc mi w oczy wyszeptał -Kocham Cię. -wariat. powiedziałam z uśmiechem całując Go i szepcząc do ucha.-tak.tak właśnie będzie kochanie. |imagine.me.and.you|
|
|
 |
|
Kocham Cię za to, że jesteś. im dłużej Cię znam, tym bardziej przybywa mi powodów do kochania Cię. za to że nie jesteś typowy, zwyczajny. że jesteś sobą. jesteś wszystkim czego potrzebuję. nie zmieniasz się z biegiem czasu. nie ma nikogo takiego jak Ty. Kocham Cię za to że wciąż chcesz mnie poznawać, mimo moich błędów i wad - nie rezygnujesz. Kocham Cię za to, że nie chcę przy Tobie niczego udawać. ♥
|
|
 |
|
Zasypiając z Twoim imieniem na ustach nie liczę na nic innego oprócz tego, że tak jak codzień znów będę mogła usłyszeć jak bardzo mnie kochasz .. poczuję ten dotyk którym obdarzysz mnie znów .. Wyjedziemy gdzieś razem na koniec świata. Będziemy tylko my .. Nikt nam nie przeszkodzi. Będziemy robić co chcemy, jak chcemy i gdzie chcemy .. Będziemy szczęśliwi ..
|
|
 |
|
Wtulona w Twoje ramiona uświadomiłam sobie co to szczęście, że szczęście to Ty. No ale, sory.. Szczęście chyba nie wygląda tak że wbiegasz do ciemnego pokoju i przesiadujesz w nim kolejny wieczór nie rozmawiając z nikim. Że kładziesz się spać, ale nie możesz zasnąć bo myśl o Nim i o tym co teraz może robić przeszywa Twoje serce niewyobrażalnym bólem. Czy szczęście jest wtedy gdy czujesz, że wasz związek się rozsypuje... no weź mi wytłumacz . . . | imagine.me.and.you
|
|
 |
|
Znów to samo. Znów widzę przed sobą tylko wielki znak zapytania. Znów nie wiem co mam robić, nie umiem sobie poradzić. Słodząc herbatę rozsypuję cały cukier, nawet go nie sprzątając z blatu stołu. Znów godzinami siedzę na parapecie w nocy, patrząc jak powoli obumiera miasto, znów trzymam swój telefon w ręce 24 godzina na dobę. Znów te głupie złudzenia i te głupie nadzieje, że dam radę jeszcze to wszystko uratować. | imagine.me.and.you
|
|
 |
|
bożonarodzeniowy poranek. w piekarniku wspólnie upieczony piernik. powietrze pachnące mandarynkami, a my zmarznięci po pasterce pod grubym kocem. migocące na tysiące różnych kolorów, lampki na mojej małej choince. nic mnie nie cieszy tak jak te małe świąteczne drobiazgi, a no i ten jeden nieco większy w postaci Ciebie.
|
|
 |
|
i gdybym rzeczywiście była na tyle mściwą za jaką mnie uważasz to właśnie podałabym Cię do sądu, zarzucając Ci; porwanie, zniewolenie, wykorzystanie i pozostawienie trwałych uszczerbków. wszystko względem mojego serca.
|
|
|
|